Zaufaj swoim przeczuciom - intuicja ma znaczenie

Intuicja według internetowego słownika języka polskiego oznacza przeczucie i zdolność przewidywania. W psychologii oznacza poznanie bezpośrednie, niepoprzedzone rozumowaniem. Podobnie wygląda to w filozofii, gdzie intuicja wyjaśniana jest jako narzucające się przekonanie, którego nie da się w pełni uzasadnić. A prościej mówiąc, jest to podświadome przekonanie o słuszności danej myśli.

Objawia się zazwyczaj w postaci jakiegoś przebłysku myślowego, nie zawsze wyraźnego na tyle, że jesteśmy w stanie to wyłapać. Intuicja może również przyjąć postać... dziwnego ucisku w żołądku. Niektórzy kojarzą to z tak zwanymi motylkami. Uczucie łaskotania, ucisku, albo zwyczajnie pewność, że ta myśl, która właśnie zakiełkowała, jest tą właściwą. Często mylona jest z przeczuciami, jakie wywołują w nas emocje. Gdy dużo myślimy o czymś, co wywołuje w nas silne emocje, to wówczas pojawiają się dodatkowe subtelne symptomy, które do złudzenia przypominają te występujące podczas intuicji. Dlatego tak łatwo jest się pomylić lub po prostu tego nie wyczuć. 

Jak sprawić, aby móc wyczuwać tę subtelność w znakach, jakie daje nam nasz organizm? Zacząć słuchać swojego ciała, analizować jego reakcje na dane myśli. Nie jest to proces łatwy i krótkotrwały. Nie jest możliwe jego wyuczenie przy każdej myśli, która zakiełkuje w głowie. Mi zajęło to lata nim zorientowałam się, że mam bardzo silną intuicję, która objawia się w 99% przypadków tak samo. Najpierw następuje myśl, która od razu jest w mojej głowie pewniakiem. Takie przekonanie o nieomylności tej myśli. Gdy dojdzie do tego dziwny ucisk w żołądku, bardzo przypominający łaskotanie skrzydeł motyla i jednocześnie dreszcze przeszywające moje ciało tak, że przez ułamek sekundy robi mi się zimno i ciepło na zmianę - wtedy wiem, że to intuicja, która potwierdza to, co siedzi mi w głowie. U mnie wygląda to właśnie tak. Czasem objawów jest mniej i nie bez znaczenia. Gdy mam sam ucisk w żołądku to wiem, że moja myśl się sprawdzi w niedalekiej przyszłości, a jeśli mam dodatkowo dreszcze to wiem, że to już miało miejsce dosłownie chwile temu. 

Nie od zawsze wiedziałam, że to intuicja. Początkowo nawet nie wierzyłam w jej istnienie. Z czasem interesowałam się coraz bardziej tym, jak funkcjonuje nasze ciało i jak skomplikowany jest ludzki mózg. Zdałam sobie sprawę, że nie wszystko dzieje się zgodnie z moją wolą, a źródła kryją się w podświadomości. Dzięki temu nie stałam się jakoś specjalnie bardziej podatna na pojawianie się intuicji. Po prostu zaczęłam się bardziej sobie przyglądać. A to sprawiło, że poznałam reakcje swojego ciała w podobnych do siebie sytuacjach, momentach. Na różnym etapie życia częstotliwość występowania intuicji była różna.
Warto dodać, że nie zawsze ma ona związek z nami samymi! Ta związana ze mną często jest mylna, ponieważ jej wystąpienie uważam jako rade, pomoc w podjęciu decyzji, zrobieniu kroku naprzód lub w tył. Jej spełnienie jest w większym procencie zależne bardziej ode mnie niż od losowych przypadków. Gdy znam przeświadczenie to mogę tak modyfikować swoje życie, aby osiągnąć to, czego pragnę i co będzie dla mnie dobre, a nie to, czego pragnie druga osoba. Dlatego to czy intuicja odnosząca się bezpośrednio do mnie i mojego życia jest wiarygodna (i sprawdzi się) zależy tylko i wyłącznie od tego, czy odpowiednio wykorzystam jej pojawienie się. 

Nieco inaczej ma się sprawa z moimi bliskimi, z którymi wiąże mnie silna więź emocjonalna. To w tym przypadku najczęściej mam ucisk w żołądku i przeszywające dreszcze. Mam tak z kilkoma ważnymi dla mnie osobami. Nie z każdym. Przy niektórych intuicja jest znacznie słabsza, a przy innych silniejsza. Zwłaszcza wtedy, kiedy dzieje się u nich coś, co wiem, że nie jest dla nich korzystne, bądź stoją w środku wydarzeń, które znacząco wpłyną na dalsze ich życie. Miałam tak na przykład z moim obecnym partnerem, który w pewnym okresie swojego życia popełniał w kółko wciąż ten sam błąd. Nie musiał mi nawet mówić, że znów to zrobił. Rzadko pytałam go o to wprost, niekiedy nawet nie poruszałam z nim tego tematu, a i tak wychodziło wszystko na jaw po kilku godzinach lub dniach. Ale intuicja nie jest tylko informacją o wydarzeniach, bywa również pomocna, gdy się w nią uwierzy. Często bywa wskazówką, informacją czy drogowskazem, który może naprawdę ułatwić drogę do celu. 

I żeby nie było tak idealnie - wiele razy zignorowałam intuicję. Było to jeszcze na etapie, gdy nie do końca w nią wierzyłam. Podpowiadała mi, że jest coś nie tak w relacji z osobą, którą uważałam za bratnią duszę. Gdy zobaczyłam tego skutki - zaczęłam wierzyć w to, co podpowiada mi moja podświadomość. Czasu nie cofnę, a skutki tej relacji odcisnęły trwały ślad w moim życiu. Ale dzięki temu znalazłam się w tym miejscu i z ludźmi, co do których intuicja nie ma wątpliwości. Ani ja. Zaczęłam wierzyć i słuchać siebie. I od tamtej pory jestem po prostu szczęśliwsza i mniej zestresowana ;)

Podsumowując...

Słuchaj swojej intuicji. Ona powie Ci wszystko, co potrzebujesz wiedzieć.  

Anthony J.D'Angelo

 

A jak to wygląda u Was? Wierzycie w istnienie intuicji? Wyczuwacie ją? A może macie zupełnie inne zdanie od mojego odnośnie jej występowania? Chętnie poznam wasze przemyślenia, zachęcam do dyskusji.
Czytaj dalej »

Jesień życia - zrób coś dla siebie

Przyszła jesień. Ta prawdziwa, najbardziej przytłaczająca, wywołująca chandrę, u niektórych bywa zapalnikiem depresji. Taka, gdzie nic się nie chce, na spacer to już zdecydowanie za zimno. No i ten deszcz i wiatr, przez które nie wiadomo jak się ubrać. Słońca coraz mniej, chęci tak samo. I przychodzi wizja koca, kubka gorącej herbaty z cytryną, goździkami i miodem, kakao, dobrej książki, albo... długiego snu, by obudzić się, gdy przyjdzie wiosna. I przyznam, że mnie również to dopadło. Rano wyłączam budzik i ustawiam kilka drzemek, przygnębiona jadę do pracy, nie mam nawet sił na kilka stron rozweselającej książki, a w pracy myślę tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłym łóżku. Wychodzę z domu - jest ciemno. Wracam - tak samo. Słońce widzę jedynie na zdjęciach w Internecie albo w dzień wolny, gdy z paczką chusteczek leżę zakopana pod kołdrą. Po kolejnym takim łóżkowym, leniwym weekendzie powiedziałam sobie dość! Czas zrobić coś dla siebie.

Jesień to idealna pora, aby...



1. Wyrobić w sobie nawyk picia szklanki wody przed śniadaniem. Ciepła woda z plasterkiem cytryny i łyżeczką miodu nie dość, że pobudzi nas do działania to przyspieszy metabolizm, nawodni nas, otrzeźwi. No i pozostawi świadomość dobrze i zdrowo rozpoczętego dnia. A jeśli nie woda to może wczesne wstawanie? Albo takie bez włączania dodatkowych drzemek? To idealny czas, aby wyrobić w sobie nowe nawyki. Do końca roku zostało niewiele czasu, a Ty wciąż nie zrealizowałeś swoich postanowień noworocznych, prawda? ;)

2. Sięgnąć po rozwojowe książki. Jesień to taka pora roku, w której jesteśmy najmniej aktywni, bo dopada nas przeziębienie, a także atakuje chłód, na który nigdy nie jesteśmy odpowiednio przygotowani. I czujemy się jakoś tak beznadziejnie. Skoro i tak już zaszywamy się pod kocem to warto z czymś, co dobrze na nas wpłynie. Na tę porę roku polecam psychologię wszelkiej maści. Chcesz się czegoś nauczyć? Zrozumieć siebie? Poznać tajniki biznesu? Może zastanawiasz się nad własną działalnością gospodarczą, ale kompletnie nie wiesz jak się za to zabrać, by osiągnąć sukces? Nigdy nie mogłeś znaleźć na to czasu lub chęci? Podrzucam gotowe listy takich pozycji, ułatwi Ci to wybór: 75 biznesowych książek, które czytają najlepsi, 7 rozwijających książek, 7 rewelacyjnych książek, które warto przeczytać tej wiosny. Do tego podrzucam Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, 6 filarów poczucia własnej wartości, Głaskologia. Faktyczne reguły motywowania i rozumienia motywacji, bo ponoć są dobre.
zrób coś dla siebie
3. Poczytać artykuły/blogi. I nie mam na myśli przypadkowych. Chociaż to też może sprawić nieco frajdy. Blogów powstaje cała masa, w końcu każdy może pisać o czym tylko chce. Grunt, by wyciągnąć z nich perełki dla siebie. A ja ostatnio odpalam posty takie dające dużo do myślenia, uświadamiające lub wywołujące poczucie wstydu, że wciąż siedzę i pozwalam sobie na bierność. Chętnie się z Wami podzielę kilkoma z nich: Nie jesteś byle kim - nie traktuj się byle jak, Metoda Pit Stop – proste, dobre i stabilne życie w 15 minut, Jak poznać swoje mocne strony i jak z nich korzystać?, Czy to o czym myślisz ma wpływ na Twoje życie?, Jak podnieść swoją samoocenę, gdy nie widzisz żadnej swojej zalety.

4. Znaleźć sobie nowe hobby i to takie, które pochłonie Cię na co najmniej kilka godzin w tygodniu. Takie, które sprawi, że nauczysz się czegoś nowego, będzie wywoływać uśmiech na Twojej twarzy i co najważniejsze - sprawi, że przestaniesz spędzać pół dnia w łóżku pod kocem. Może siłownia? Planszówki? Programowanie? Fotografia? Taniec? Gra na gitarze? Może dzięki temu odkryjesz swoje nowe talenty. Nigdy nie jest na to za późno.

5. Wykupić abonament np. na Netflixie i sięgnąć po seriale, na które wiecznie nie było czasu. Tak samo jak nigdy nie było odpowiedniego momentu na doszlifowanie języka angielskiego. Dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? Zwłaszcza, że jest kilka seriali wartych uwagi. Nie muszę wspominać o klasykach takich jak Gra o Tron, Lucyfer, Narcos, The Flash, Arrow, Miasteczko Twin Peaks? Sama z przyjemnością nadrobię tej jesieni i zimy wszystkie serialowe braki!

6. Wyznaczyć sobie cel, który przybliży Cię do spełnienia jakiegoś wciąż odkładanego marzenia, zwłaszcza tego do szufladki "nierealne". Nie ma rzeczy niemożliwych. Po prostu nad niektórymi trzeba spędzić więcej czasu. Zasadą małych kroczków. Dlaczego nie zrobić jednego z nich już teraz? Jesień nie musi być długa, nudna i przygnębiająca. Może sprawić, że szybciej niż myślałeś możesz osiągnąć to, o czym od dawna marzyłeś.

I żeby nie było, że się tak wymądrzam i łatwo pisać a trudniej zrobić - sama zamierzam wypełnić każdy z tych punktów. Bo nic tak nie dobija jak leżenie bez celu, które chociaż jest przyjemne to mało rozwojowe. To co, umawiamy się, że tej jesieni robimy coś pożytecznego, rozwojowego? Od czego zaczniesz? Niech ta jesień będzie słoneczna, choć tego słońca przeważnie brak.
Czytaj dalej »

Muza - Jessie Burton

Z twórczością Jessie Burton miałam już styczność w przypadku jej debiutu. Miniaturzystka (opinia) okazała się być powieścią nietuzinkową, intrygującą, pobudzającą wyobraźnię i zmuszającą do myślenia. Styl autorki przypadł mi do gustu. Sposób, w jaki budowała akcję, wprowadzała nowe wątki, wyjaśniała już te istniejące, to wszystko sprawiło, że nie mogłam oderwać się od książki. Gdy tylko usłyszałam o kolejnej historii Burton wydawanej u nas w Polsce wiedziałam, że będę musiała przeczytać. Trochę mi to zajęło, bynajmniej nie z powodu samej treści, która okazała się równie interesująca, co debiut.

Wszystko właściwie zaczyna się od oryginalnego, lekko przerażającego obrazu, który w 1967 roku trafia do galerii w Londynie. Przedstawia on w jednej części kobietę trzymającą uciętą głowę swojej siostry, a po przeciwnej stronie przyczajonego, gotowego do skoku lwa. Najprawdopodobniej jest to zaginione w XX wieku dzieło hiszpańskiego artysty. Zdają się to potwierdzać listy z muzeum Prado, a także fundacji Peggy Guggenheim. Tymczasem stenotypistka Odelle Bastien trafia na trop ciekawej andaluzyjskiej historii z 1963 roku. Los splata ze sobą piątkę różnorodnych bohaterów, którzy od tego momentu stają się od siebie zależni. Co z tego wyniknie?

Dzieło sztuki odnosi sukces tylko wówczas, gdy jego twórca ma wiarę, która powołuje je do istnienia. 

Jessie Burton kolejny raz stworzyła fascynujący świat pełen intryg, namiętności, nieoczywistych zdarzeń, powiązań, nietuzinkowych postaci. Zgrabnie łączy przeszłość z teraźniejszością, a niekiedy i z przyszłością. A z czegoś na pozór banalnego tworzy coś interesującego. Zgrabnie budowała całą akcję, zostawiając miejsce dla czytelnika na domysły, przypuszczenia, znalezienie rozwiązań zagadki. Gdy jesteś już pewien, że wiesz jak to się skończy, bądź w którą stronę potoczy się historia, autorka nagle wyciąga nowy element niczym asa z rękawa. A wtedy całe twoje wyobrażenie rozbija się i budujesz domysły od nowa. Podoba mi się, że całość jest nieoczywista, znajduje się tu wiele zwrotów akcji. Powieść jest zwarta, logiczna, czyta się ją szybko, z zainteresowaniem. Trudno jest się oderwać od lektury, bo wydarzenia są tak intrygujące, że szkoda czasu na inne rzeczy.

Muza okazała się być pełna inspiracji, motywacji. Sprawiła, że miałam chęć działać, poszukiwać, tworzyć. Nie jest to kolejna pozycja, którą tylko szybko się przeczyta, odłoży na półkę i zapomni. Do tej historii chce się wracać. Z bohaterami chce się utożsamiać, spotkać, rozmawiać. Miałam ochotę być częścią tej opowieści. Momentami miałam wrażenie, że jestem tuż obok bohaterów, krążę tymi samymi uliczkami, próbuję rozwiązać tę samą zagadkę, poradzić sobie z tymi samymi problemami. Za pomocą wartkiej akcji i plastycznego języka przeniosłam się do środka. Właśnie takie pozycje jak Muza i Miniaturzystka tworzą nowe szlaki, wyznaczają drogę, podwyższają poziom literatury. Polubiłam sposób, w jaki Jessie Burton pisze i jak łączy ze sobą na pozór niezwiązane wątki. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja do poznania nowych historii, które wyjdą spod jej pióra.
Czytaj dalej »

Zaufaj mi, Karolino - Alina Białowąs


Lubię sięgać po książki, które wywierają na mnie wpływ, wywołują emocje. Mogą to być pozycje psychologiczne, rozwojowe, z gatunku fantasy, obyczajówki, romanse... Bez znaczenia. Musi to jednak być treść, która w jakiś sposób zapadnie mi w pamięć. Z tych względów kilka lat temu sięgnęłam po książkę Aliny Białowąs pt. Obudź się, Karolino (opinia). Jest to historia 25-letniej Karoliny, która poznała Filipa, swojego przyszłego męża, w bibliotece. W dość krótkim czasie zapragnęli sfinalizować swój związek. Jednak kobieta była tak zaślepiona miłością, że nie zauważyła, jak despotycznym człowiekiem jest jej wybranek. Ta ignorancja sprawiła, że Karolina doświadczyła nieprzyjemnych sytuacji, które na zawsze zmieniły jej życie, postrzeganie pewnych spraw, podejmowania decyzji.

Zaufaj mi, Karolino jest pozycją, która pokazuje życie Karoliny po rozwodzie. Historia skupia się na powolnym powrocie do równowagi, jak małymi kroczkami próbuje pogodzić się z tym, że została tak szybko rozwódką, a jej związek okazał się fiaskiem. Uważała, że po otrzymaniu wyroku stanie się zupełnie nową osobą, pełną wiary w samą siebie, wolną od całej tej sytuacji. Rzeczywistość jednak okazała się brutalniejsza, niż przypuszczała. Ogłoszenie wyroku nie sprawiło, że kobieta poczuła się lepiej. Wręcz przeciwnie. Sam fakt sprawił, że jeszcze bardziej straciła wiarę w swoje możliwości, a i grunt zaczął jej się sypać pod nogami... Sporo czasu potrzebowała na to, aby oswoić się z rozwodem i rozpoczęciem nowego etapu w swoim życiu. Dodatkowo nieprzyjemne, wręcz traumatyczne przeżycia nie ułatwiają funkcjonowania w pracy, a także wśród rodziny czy przyjaciół, którzy patrzą na każdy twój ruch. Zwłaszcza, że wiele miejsc, słów, kolorów stale przypomina Karolinie o istnieniu Filipa i ich dawnej relacji. Na dodatek w jej życiu, zupełnym przypadkiem, znalazła się dawna, licealna miłość. Dziewczyna musi skonfrontować swoje wspomnienia i wyobrażenia z rzeczywistością, która nie zawsze jest tak kolorowa, jak nam się wydaje.

Po drugą cześć historii z życia Karoliny sięgnęłam tak naprawdę bardziej z sentymentu do autorki, niż z ciekawości dalszych losów bohaterki. Obawiałam się, że kolejny tom przyćmi pierwszy bądź sprawi, że spojrzę na tamtą opowieść zupełnie inaczej. Uważałam, że nic więcej wartościowego nie można dopisać. I przez lata, które minęły od przeczytania Obudź się, Karolino, a do momentu sięgnięcia po Zaufaj mi, Karolino, trochę zmienił się mój gust czytelniczy, oczekiwania względem książek, po które sięgam. Stałam się bardziej wymagającym czytelnikiem, a i nie jest już tak łatwo mnie zaskoczyć. Za to zdecydowanie łatwiej zniechęcić i rozczarować. I tego ostatniego bałam się równie mocno. Na szczęście wyśmienita zdolność autorki do obserwacji i empatii sprawiła, że historia była wciągająca, interesująca, uświadamiająca i... budująca.

Karolina jest typem osoby bardzo zakompleksionej. Nie zdaje sobie sprawy, jak wartościową jest osobą. Skupia się na swoich, jej zdaniem, minusach w sylwetce, kolorze włosów, piegach. To, co ją wyróżnia, zamiast traktować jako zaletę, szybko przemienia na wadę. I uważa, że wszyscy dookoła myślą dokładnie tak samo. W każdym z nas tkwi cząstka takiej osoby. Lubimy się porównywać, zwłaszcza nasze słabe strony z mocnymi stronami innych osób. Jesteśmy zbyt krytyczni wobec siebie, nie zauważamy tego, co jest w nas dobre, wyjątkowe, inspirujące, ładne. Nie wierzymy w to, że potrafimy coś wykonać, stale mówiąc, że ktoś zrobiłby to lepiej. Jeżeli z tym nie walczymy - tworzymy wokół siebie mur, zamykamy się w sobie, stajemy się bardziej nieśmiali i mamy problemy z mówieniem o tym, co nas męczy, boli, co sprawia nam przykrość. Nie znajdujemy w sobie również odwagi, aby wyznać uczucia ważnej dla nas osobie, czy zawalczyć o relacje, która się rozluźnia.

Mimo takich przeciwności Karolina musi zajrzeć w głąb samej siebie, przyznać przed sobą, czego oczekuje i... zawalczyć. Ale czy sprosta przeznaczeniu? Czy jest gotowa na to, co przyniesie dla niej los w najbliższym czasie? I skąd weźmie siłę na to wszystko? Przyznam się, że sama nie wiem, jakbym postąpiła na jej miejscu. Z boku widzę, ile niepotrzebnych błędów popełniła, ale nie mam gwarancji, że nie zrobiłabym identycznie. Dlatego ocenę zachowania głównej bohaterki i sens jej wyborów pozostawię Wam. A ja z niecierpliwością oczekuję kontynuacji jej losów, bo zrobiło się bardzo ciekawie.
Czytaj dalej »

Nie karz mnie za swoje błędy!

Twoje życie wygląda, jak wygląda, bo dokonałeś podczas jego trwania takich, a nie innych wyborów. To, co masz teraz to ich konsekwencje. To, jak wykorzystałeś dane Ci szanse, czy skorzystałeś z nadarzających się okazji, czy spełniłeś swoje marzenia i jakimi ludźmi się otaczasz. To wszystko to Twoje decyzje, do których podejmowania nikt Cię nie zmuszał. Jesteś istotą myślącą, która wie, że nikt za Ciebie życia nie przeżyje, więc musisz podejmować takie decyzje, które Cię uszczęśliwią. A jeśli tego nie robisz - nie moja sprawa. Tylko nie karz mnie za swoje błędy.

Mam dość, gdy ludzie wyładowują na mnie swoje frustracje. Dogryzają, bo udało mi się coś osiągnąć, a im nie z powodu ich lenistwa. Mam dość słuchania, jak to mają ciężko w życiu, nic im nie wychodzi, ciągle coś stoi na drodze. Ludzie! Zacznijcie w końcu brać odpowiedzialność za swoje życie, róbcie z nim coś sensownego. Nie bójcie się działać. To, że jesteście w tym punkcie, a nie w innym i to, jak prędko ruszycie naprzód zależy tylko od Was. I choć doskonale wiem, co w takiej sytuacji powinnam zrobić - chcę najpierw co nieco Wam uświadomić.

Nie obwiniaj innych o to, że masz dziecko i nie ma kto Ci pomóc się nim opiekować, skoro rozłożyłaś nogi przed osobą nieodpowiedzialną i pewne było, że nie pomoże Ci w wychowaniu potomka. Nie wymagaj od kogoś, kto ma własne życie, aby pomagał Ci stale w jego wychowaniu tylko dlatego, że raz czy dwa Ci pomógł, abyś mogła pójść na randkę, wziąć długą kąpiel czy przejść się do biblioteki. Nie bierz całej ręki, gdy ktoś daje Ci palec z czystego serca. Nie miej pretensji, że tym razem nie mógł czegoś dla Ciebie zrobić, bo pomyślał o sobie, a Ty już przyzwyczaiłeś się, że wszystko robił do tej pory za Ciebie. Nie obwiniaj innych o to, że masz pracę, która Cię nie satysfakcjonuje lub nie masz jej wcale, bo ta wymarzona jest poza zasięgiem z powodu braku kwalifikacji. Zamiast siedzieć i narzekać to w wolnej chwili zdobądź te kwalifikacje. Wprawdzie nie stanie się to w ciągu dwóch dni, a być może i przez dwa lata jeszcze się nie uda, ale marnujesz czas na narzekanie, zamiast wykorzystać go na działanie. Nie miej pretensji do kogoś, kto posiada wiedzę w wielu dziedzinach tylko dlatego, że Tobie najzwyczajniej w świecie się nie chciało uczyć, gdy miałeś ku temu okazje. Dokonałeś innych wyborów w swoim życiu. Ktoś, kto ma ogromną wiedzę nie próżnował - poświęcił swój czas, aby ją zdobyć.

W dobie Internetu, gdzie wszystko jest w zasięgu naszych rąk, łatwiej jest o zdobywanie wiedzy i kwalifikacji, rozwijanie własnej pasji. Istnieje więcej możliwości, a nawet łatwiej dotrzeć do pomocy, której się potrzebuje. Aby zacząć w końcu żyć, być szczęśliwym i spełnionym, należy ruszyć się z kanapy. Nie siedzieć przed laptopem czy telefonem komórkowym i rzucać jadem na lewo i prawo na niewinnych ludzi. A to tylko dlatego, że przezwyciężyli lenistwo, zaczęli spełniać swoje marzenia, wykorzystali nadarzające się okazje i po prostu działają. Być może czasem w sposób, który się nam nie podoba, ale nie krzywdząc tym innych. Być może wychodzi im wszystko lepiej i częściej niż nam, ale to przecież nie jest ich wina, że sami musimy w coś włożyć nieco więcej pracy. To nie jest powód, aby kogoś obrażać, czy hejtować w Internecie tylko dlatego, że sami jesteśmy sobie winni, że spotkał nas taki, a nie inny los.

I nie mówię o tych wszystkich nieszczęśliwych wypadkach, traumatycznych przeżyciach. Wszystkiego nie da się przewidzieć. Ale warto wyciągać wnioski z sytuacji, które nas spotkały. Czerpać z nich cenne lekcje, odczytywać i zastosować wskazówki, które mogą sprawić, by więcej się coś takiego nie wydarzyło. Wszystko, co złe, zamiast nas demotywować, powinno motywować do pracy nad sobą. Toksyczne znajomości? Zamiast zagłębiać się w nie jeszcze bardziej - zrezygnuj z nich. Być może nie będzie to łatwe i przyjemne, bo drugiej stronie może się to nie podobać. Być może będziesz cierpieć przez pewien czas odbierając ataki z ich strony. Ale przyjdzie moment, kiedy sobie powiesz, że to była najwłaściwsza decyzja, która sprawiła, że jesteś szczęśliwszy, bo wolny. Mało płatna praca, która dodatkowo sprawia, że czujesz się coraz gorzej? Szef Cię wykorzystuje, każe zostawać w pracy po godzinach, za które nie płaci? Rzuć tę robotę. Na rynku ofert pracy jest mnóstwo! To właśnie ten moment, kiedy powinieneś poszukać czegoś nowego, co sprawiłoby, że będziesz z przyjemnością tam chodzić i wykonywać powierzone Ci obowiązki. Być może płaca nie będzie znacznie wyższa niż ta, którą obecnie otrzymujesz, ale za to komfort będzie lepszy. A gdy atmosfera i towarzystwo jest dobre to i motywacja większa. A tu już krok do awansu! Nie wszystko od razu, ale warto stawiać małe kroczki, aby w końcu być szczęśliwym.

Nie karz mnie swoim wiadrem pomyj, lawiną frustracji za to, że osiągnęłam coś w życiu ciężką pracą, a Tobie się nie chciało ruszyć tyłka z kanapy. I zanim zechcesz napisać komentarz o tym, że to kolejny nic nieznaczący i moralizatorski wpis, usiądź i policz do trzech, a potem wykorzystaj ten dzień, aby zmienić coś w swoim życiu. Na lepsze!
Czytaj dalej »

Zrób sobie dobrze...

... czytając wartościowe treści. To, czym karmisz swój umysł ma ogromne znaczenie na jakość Twojego życia. A ja małym zestawieniem stron, które robią to dobrze, postaram się sprawić, że spędzisz miło choćby jedno popołudnie i jednocześnie nauczysz się czegoś nowego, wartościowego. Brzmi jak reklama wszelkich coachów od samorozwoju? Za tymi oklepanymi już słowami kryją się inspirujące treści. Gwarantuję, że jeśli przestudiujesz to zestawienie to przepadniesz na dłuższy czas i najzwyczajniej w świecie zrobisz sobie dobrze.

Od kilkunastu dni blogosferę zalewały posty polecające inne strony. O co w tym wszystkim chodzi? A no kilka lat temu pewien bloger wpadł na pomysł, aby dać coś od siebie blogosferze. Spotkania już były, konkursy, zloty, eventy, kampanie również... Przyszedł czas na ranking najchętniej czytanych blogów. Wprawdzie tegoroczna, VI już edycja została zamknięta i Andrzej zajmuje się podsumowaniem, mimo to idąc tym tropem chciałabym polecić Wam strony, które moim skromnym zdaniem, zasługują na uznanie i większy rozgłos. Sama spędzam na ich czytaniu miłe chwile, a przy tym zawsze czegoś się nauczę.

www.blue-kangaroo.pl

Ania ze swoim pięcioletnim doświadczeniem uczy innych jak studiować, szybko się uczyć (i motywować do tej nauki), aby w łatwy sposób opanować materiał i nie stracić cennego czasu, jak tanim kosztem spędzić semestr w urokliwym miejscu i jeszcze na tym zaoszczędzić!, a także jak ogarnąć swoje finanse, aby nie obudzić się z ręką w nocniku. Sprawia, że studiowanie jest naprawdę fajne. A ten, kto studentem nie jest, znajdzie tam mnóstwo inspiracji do samorozwoju. Warto tam zajrzeć, niezależnie od wieku i zainteresowań.

www.deepbreath.pl
Para, która swoją pasją zaraża innych. Choć blog prowadzą luźno, wiedze przekazują w sposób lekki, prosty, bez zbędnego gadulstwa. Poruszają zagadnienia, o których piszą tysiące, ale zawsze w punkt. Redukcja, odchudzanie, makro? Jeśli w głowie masz mnóstwo pytań odnośnie tych zagadnień to wiedz, że na ich stronie znajdziesz właściwą odpowiedź. Motywują, inspirują, pokazują na swoim przykładzie wszystko to, o czym piszą. A co najważniejsze - są tacy jak każdy z nas, bez wywyższania się, po prostu robią to, co lubią.



https://www.facebook.com/majewski.trenuje/?fref=ts
I na koniec perełka. Nie byłabym sobą, gdybym nie umieściła w tym zestawieniu osoby, która mnie inspiruje i motywuje samą swoją osobą. To, co Daniel robi i w jaki sposób to robi sprawia, że odnajduje w sobie siły do działania. Jest dobrym obserwatorem i bez wymuszenia przedstawia swój punkt widzenia - jak zawsze w samo sedno. Jego posty są długie, merytoryczne, zawsze posiadają drugie dno i wartościowe przesłanie. Nie dba o pozory, niekiedy nawet o słownictwo - pisze i mówi to, co go meczy, trapi czy motywuje i zachwyca, dzieli się tym, co wywiera na niego wpływ. Nie było jeszcze ani jednego postu, który by nie trafił do mnie i z którym bym się nie zgadzała.


Wbrew pozorom żadna z tych osób nie skupia się tylko i wyłącznie na jednym temacie. Poruszają kwestie, które są na czasie lub podane w odpowiedniej formie mogą w jakimś stopniu pozytywnie wpłynąć na otoczenie. W chwilach, kiedy brakuje mi motywacji lub mam ochotę poczytać coś wartościowego to wchodzę w któryś z tych linków i... produktywnie spędzam czas.

Zainteresowanych odsyłam do mojego zestawienia z ubiegłorocznej edycji Share Weeku, które wciąż jest aktualne.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia