A.F. Harrold - Przyjaciel z szafy

Zazwyczaj kiedy byliśmy dziećmi to chcieliśmy czytać to, co czytali nasi starsi koledzy. Gdy byliśmy w ich wieku to z chęcią i wypiekami na twarzy sięgaliśmy po książki dla dorosłych uważając, aby przypadkiem ktoś ze starszych nas na tym nie nakrył. Ale w życiu historia lubi zataczać koło i przychodzi etap w życiu dorosłego człowieka, kiedy z ogromną przyjemnością sięgamy po książki dla dzieci. Lubię powieści, które wciągają mnie od pierwszych stron, a ostatnio coraz trudniej znaleźć mi taką dopasowaną do mojego wieku. Widząc zapowiedź "Przyjaciela z szafy" poczułam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Nieważne, że książka jest skierowana do dzieci w wieku 10-12 lat. Będzie w sam raz dla mojego przyszłego dziecka za te kilkanaście lat.

Czy jako dzieci mieliście przyjaciela, którego widzieliście tylko Wy? Czy rodzice wmawiali Wam, że nikogo takiego nie ma, że to tylko Wasza wyobraźnia? Był to chłopiec czy dziewczynka? A może różowy słoń, zielony tygrys lub czarno-biały ptak? Co podsunęła Wam wasza wyobraźnia?

Pewnego dnia Amanda wróciła z podwórka w przemoczonych trampkach i kurtce. Nie mogąc uporać się z zawiązanymi ciasno i mokrymi sznurówkami pobiegła do pokoju rozwiązać problem. Wrzucając odzież i buty do szafy nie sądziła, że będzie to początek jej wspaniałej przygody z nowym przyjacielem. Rudger, bo tak nazywa się przyjaciel z szafy dziewczynki, jest chłopcem w podobnym do niej wieku, który nie pamiętał, jak znalazł się w szafie Amandy i co robił wcześniej, za to wiedział, że bardzo chce bawić się z tą inteligentną i pełną wyobraźni dziewczynką.

Amanda i Rudger szybko się przekonali, że chłopca widzi tylko ona. W szkole żadna z koleżanek nie widziała nowego przyjaciela Amandy, mama również nie miała okazji ujrzenia Rudgera. Ale dzieciom to nie przeszkadzało. Spędzali ze sobą każdą wolną chwilę bawiąc się wspaniale m.in. łodzią podwodną, w jaskini, w igloo, albo przemierzając wspólnie ocean. Mamie dziewczynki nie przeszkadzała wyobraźnia córki, dopóki nie działa jej się krzywda. Uważała, że póki Amanda jest szczęśliwa i bezpieczna to nie ma potrzeby przejmować się wymyślonym przyjacielem. Sielankę przerwała niespodziewana wizyta Pana Trznadla, który przeprowadzał ankietę wśród sąsiadów. Dziewczynkę zaskoczył kolorowy ubiór niespodziewanego gościa, a także osobliwa dziewczynka u jego boku, która w porównaniu do swojego towarzysza nie była tak barwna i uśmiechnięta. To był początek wielu przygód, nie zawsze spokojnych i bezpiecznych.

Jestem pełna podziwu dla kunsztu literackiego i wyobraźni autora A.F. Harrolda. Stworzył na pozór prostą, nieskomplikowaną historię jakich wiele, ale ubarwił ją swoją wyobraźnią. Dobrze stworzone postacie, pierwszoplanowe jak i drugoplanowe, historia spójna ze sobą na każdej z kart, a do tego cudowne ilustracje wykonane przez Emily Gravett. Opowieść wciąga czytelnika już od pierwszych stron, zaskakuje biegiem wydarzeń, powoduje napady śmiechu, a także chwile zadumy. Autor pokazał siłę miłości, przyjaźni, a także jak ważna jest wyobraźnia w życiu człowieka, jak wiele dobrego potrafi zdziałać. Ale nie brak tu również tematów mniej radosnych, poważniejszych, bowiem poruszone jest zagadnienie utraty bliskiej osoby. 

Historia Amandy i Rudgera bawi i uczy, uświadamia, pobudza wyobraźnię, a u starszych czytelników wywołuje refleksje. Autor dodatkowo pokazał dwie postawy rodziców, których dzieci mają wymyślonych przyjaciół. Jedni, choć nie widzą, to wspierają swoje dzieci, odnoszą się do przyjaciela dziecka jak do prawdziwej istoty. Drudzy panikują na samo wspomnienie o takiej osobie czy zwierzęciu, dzwonią do lekarzy i umawiają wizyty u psychologów dziecięcych. Sama jestem jak najbardziej za postawą mamy Amandy i sama taką przyjmę, gdy moje dziecko przyjdzie i przedstawi mi swojego nowego towarzysza zabaw.

Dawno nie czytałam tak dobrze stworzonej historii, zwłaszcza skierowanej do młodego czytelnika. Magia osadzona w rzeczywistości to strzał w dziesiątkę. Gdyby każda książka była tworzona z taką starannością jak "Przyjaciel z szafy" to wśród dzieci byłoby więcej tych czytających z przyjemnością, a nie z przymusu. Piękne wydanie w twardej oprawie, z nieco sztywniejszymi kartkami, z dużą i wyraźną czcionką oraz cudownymi ilustracjami sprawiło, że nie mogłam od tej książki oderwać oczu. Jestem przekonana, że wydanie i przedstawiona historia sprawią dużo radości młodemu czytelnikowi.
Czytaj dalej »

100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić - Marcia DeSanctis

Nie da się ukryć, że ta książka czekała trzy lata, aż skończę ją czytać i napiszę o niej kilka słów. Nie miałam pojęcia, że czas tak szybko leci! Ale było to też dobre dla książki, bo sprawdziłam, po tych trzech latach, czy faktycznie jest tak dobra, ciekawa i nieszablonowa jak wówczas myślałam. Nie pomyliłam się.

100 miejsc we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić to pozycja, która niby jest poradnikiem, ale nie przypomina go prawie wcale. Autorka stworzyła listę miejsc, które dla kobiet mogą być w jakimś stopniu ważne, a przy każdym z nich napisała kilka stron wyjaśnienia. Początkowo podchodziłam do niej z dużym dystansem, niepewnością i z góry zakładałam, że to kolejna zbędna pozycja na mojej półce, bo przecież każdy jest inny, ma swoje zainteresowania, plany, marzenia, upodobania. Wiec jak ktoś może stworzyć 100 uniwersalnych miejsc dla płci pięknej? A jednak! 

Marcia DeSanctis zna Francję jak własną kieszeń. Zwiedziła ją wzdłuż i wszerz zaglądając we wszystkie zakamarki. Odwiedziła mnóstwo ogrodów, restauracji, sklepów, zabytków. Spisała wszystko to, co wydawało jej się najbardziej interesujące, przydatne, zachwycające, wyjątkowe. Stworzyła zbiór pomysłów na wycieczkę, podczas której można spędzić czas na zakupach, zwiedzaniu, edukacji i relaksie. Wybierając się do Francji aż grzechem byłoby nie skorzystać z tej swoistej listy wartościowych miejsc.

Autorka w swojej książce przedstawia najpiękniejsze ogrody, w tym różany z różanym domem - Park Bagatelle w Paryżu, a także ogrody Jardin des Tuileries i Jardin du Luxembourg, Ogród Moneta, Fontannę Niki de Saint Phalle i Jeana Tinguely'ego, lawendowe pola. Koniecznie zobaczcie zdjęcia, a zechcecie zobaczyć te miejsca na żywo! Wspomina także gdzie najlepiej udać się na spacer, gdzie ponurkować, a gdzie zdobyć nieco więcej wiedzy historycznej na podstawie zabytków takich jak np. pomniki bitwy o Normandię, pomnik poetki Louise Labe, czy niezwykłe muzea Paryża, a także gdzie jest najsmaczniejsze jedzenie. Nie zabraknie też spisu miejsc interesujących warsztatów. Chcesz stworzyć swoje własne perfumy? Marcia napisała gdzie dokładnie możesz to zrobić!

Przy 100 miejscach we Francji, które każda kobieta powinna odwiedzić bawiłam się wyśmienicie. Autorka tak obrazowo przedstawiła każde z tych miejsc dołączając gamę emocji, że czułam się tak, jakbym spacerowała wraz z nią uliczkami Paryża, wąchała woń przepięknych róż, tworzyła własne perfumy czy robiła zakupy w godnych polecenia miejscach. Aż pożałowałam, że Paryż jest wciąż w moich dalekich podróżniczych planach. I choć przez wszelkie zamieszki, bunty i różnice polityczno-religijne Francja znacząco ucierpiała to wiele z tych 100 miejsc wciąż istnieje i cieszą się niemałą popularnością. 

Poradnik na pewno będzie towarzyszył mi w planowaniu podróży do Paryża i zachęcam również Was do skorzystania z tej listy. Na pewno się nie zawiedziecie, a być może wypełnicie luki w swoich planach ciekawymi miejscami. Wycieczka na pewno będzie wartościowa i pełna wrażeń!

Czytaj dalej »

Trzy wspaniałe kobiety - Share Week 2018

Jak co roku, Andrzej Tucholski, tworzy zestawienie najbardziej poczytnych blogów w sieci - Share Week. I to nie według własnego widzimisię, lecz na podstawie typów, jakie podają inni twórcy internetowi. W tym roku postanowiłam również dołączyć swoje trzy grosze do rankingu. Podzielę się z Wami moimi typami trzech kobiet, które mnie w jakiś sposób inspirują, motywują i nieświadomie pchają do działania. Skupię się tylko na trzech, bo tyle należy później wpisać w formularzu u Andrzeja, ale to nie znaczy, że czytam tylko je. Z chęcią poznam i Wasze typy, a nuż odkryję kolejne interesujące strony ;)

1. Mama i stetoskop

Jest to moje stosunkowo niedawne odkrycie. Trafiłam na jej stronę poprzez Instagrama i przepadłam. Ładne, estetyczne zdjęcia skusiły mnie na tyle, że zainteresowałam się bardziej tym, co ma do powiedzenia. Kasia jest na szóstym roku medycyny i jednocześnie wychowuje dwójkę chłopców. Niemożliwe, aby to pogodzić? A jednak! Dodatkowo stara się dzielić z czytelnikami wiedzą medyczną w przystępny sposób. Interesuje Cię padaczka i jak radzić sobie z jej napadem u napotkanej osoby? A może nie wiesz skąd bierze się czkawka? Choć tematyka jej postów jest różnorodna to Kasia zawsze podchodzi do zagadnienia przygotowana i stara się rozwiać najczęściej pojawiające się wątpliwości. Z czystym sumieniem polecam, bo ja przepadłam już po pierwszym poście!


2. Jest Rudo

Natalia w blogosferze jest już doskonale znana. Jej pasja do fotografii sprawiła, że zechciała podzielić się z nią innymi. Chcesz nauczyć się robić ładne zdjęcia, ale nie wiesz od czego zacząć? Koniecznie wejdź na jej stronę i rozpocznij naukę. Natalia uczy od podstaw, wyjaśnia do czego służą te wszystkie magiczne przyciski na aparacie i z których naprawdę warto korzystać. Pokazuje również jak łapać kadry, na czym się skupić, co wpływa na jakość zdjęć. Do tego co jakiś czas tworzy fotograficzne wyzwania, które motywują do działania i sprawiają, że stajemy się lepsi w fotografii. Ponadto na jej blogu można znaleźć bank z darmowymi zdjęciami, idealnymi do postów na wasze strony, przepisy na smaczne i zdrowe koktajle czy sprawdzone przez nią triki odnośnie pielęgnacji ciała. Więcej zdjęć na jej Instagramie.



3. Wyrwane z kontekstu

Nie znam osoby, która by o Aśce i jej blogu nigdy nie słyszała. Pisze na przeróżne tematy i zawsze trafia w punkt. Nie zawsze pisze to, co chciałbyś usłyszeć, bo czasem obdziera ludzi z obłudy i fałszu i zmusza do wyjścia ze strefy komfortu. Jak sama napisała: "Nie mówię nikomu, jak ma żyć, ale podpowiadam, jak można żyć fajnie. Znajdziecie tu treści, które zawsze są wyrazem moich własnych doświadczeń i opinii. Zgadzasz się z nimi? Super, będzie o czym pogadać. Nie zgadzasz? Też dobrze, bo nuda zabija w końcu każdy związek." I te słowa idealnie odzwierciedlają to, co na jej stronie się znajduje. Zawsze gdy wpadam na bloga Aśki to się nie nudzę. Choć początkowo tematyka posta wydaje mi się niezbyt bliska moim poglądom to często po skończeniu czytania mam w głowię "o tak, dokładnie tak!". A jeżeli nie to można zaprosić autorkę do dyskusji w komentarzach, co często sama robi. Zachęcam i do zajrzenia na jej konto w Instagramie, gdzie często w humorystyczny sposób pokazuje swoją rzeczywistość.

To moje top3 kobiet, które inspirują, motywują i zmuszają do refleksji oraz pracy nad sobą. I choć każda z nich prowadzi inny tryb życia, pisze o czymś zupełnie od siebie różnym to u każdej z nich znajduje coś naprawdę wartościowego. A jakie są wasze typy? Może podrzucicie wasze niedawne blogowe odkrycia? Z chęcią poodwiedzam osoby, o których do tej pory jakimś cudem nie słyszałam. I liczba obserwatorów nie ma dla mnie tu żadnego znaczenia ;).
Czytaj dalej »

Zaufaj swoim przeczuciom - intuicja ma znaczenie

Intuicja według internetowego słownika języka polskiego oznacza przeczucie i zdolność przewidywania. W psychologii oznacza poznanie bezpośrednie, niepoprzedzone rozumowaniem. Podobnie wygląda to w filozofii, gdzie intuicja wyjaśniana jest jako narzucające się przekonanie, którego nie da się w pełni uzasadnić. A prościej mówiąc, jest to podświadome przekonanie o słuszności danej myśli.

Objawia się zazwyczaj w postaci jakiegoś przebłysku myślowego, nie zawsze wyraźnego na tyle, że jesteśmy w stanie to wyłapać. Intuicja może również przyjąć postać... dziwnego ucisku w żołądku. Niektórzy kojarzą to z tak zwanymi motylkami. Uczucie łaskotania, ucisku, albo zwyczajnie pewność, że ta myśl, która właśnie zakiełkowała, jest tą właściwą. Często mylona jest z przeczuciami, jakie wywołują w nas emocje. Gdy dużo myślimy o czymś, co wywołuje w nas silne emocje, to wówczas pojawiają się dodatkowe subtelne symptomy, które do złudzenia przypominają te występujące podczas intuicji. Dlatego tak łatwo jest się pomylić lub po prostu tego nie wyczuć. 

Jak sprawić, aby móc wyczuwać tę subtelność w znakach, jakie daje nam nasz organizm? Zacząć słuchać swojego ciała, analizować jego reakcje na dane myśli. Nie jest to proces łatwy i krótkotrwały. Nie jest możliwe jego wyuczenie przy każdej myśli, która zakiełkuje w głowie. Mi zajęło to lata nim zorientowałam się, że mam bardzo silną intuicję, która objawia się w 99% przypadków tak samo. Najpierw następuje myśl, która od razu jest w mojej głowie pewniakiem. Takie przekonanie o nieomylności tej myśli. Gdy dojdzie do tego dziwny ucisk w żołądku, bardzo przypominający łaskotanie skrzydeł motyla i jednocześnie dreszcze przeszywające moje ciało tak, że przez ułamek sekundy robi mi się zimno i ciepło na zmianę - wtedy wiem, że to intuicja, która potwierdza to, co siedzi mi w głowie. U mnie wygląda to właśnie tak. Czasem objawów jest mniej i nie bez znaczenia. Gdy mam sam ucisk w żołądku to wiem, że moja myśl się sprawdzi w niedalekiej przyszłości, a jeśli mam dodatkowo dreszcze to wiem, że to już miało miejsce dosłownie chwile temu. 

Nie od zawsze wiedziałam, że to intuicja. Początkowo nawet nie wierzyłam w jej istnienie. Z czasem interesowałam się coraz bardziej tym, jak funkcjonuje nasze ciało i jak skomplikowany jest ludzki mózg. Zdałam sobie sprawę, że nie wszystko dzieje się zgodnie z moją wolą, a źródła kryją się w podświadomości. Dzięki temu nie stałam się jakoś specjalnie bardziej podatna na pojawianie się intuicji. Po prostu zaczęłam się bardziej sobie przyglądać. A to sprawiło, że poznałam reakcje swojego ciała w podobnych do siebie sytuacjach, momentach. Na różnym etapie życia częstotliwość występowania intuicji była różna.
Warto dodać, że nie zawsze ma ona związek z nami samymi! Ta związana ze mną często jest mylna, ponieważ jej wystąpienie uważam jako rade, pomoc w podjęciu decyzji, zrobieniu kroku naprzód lub w tył. Jej spełnienie jest w większym procencie zależne bardziej ode mnie niż od losowych przypadków. Gdy znam przeświadczenie to mogę tak modyfikować swoje życie, aby osiągnąć to, czego pragnę i co będzie dla mnie dobre, a nie to, czego pragnie druga osoba. Dlatego to czy intuicja odnosząca się bezpośrednio do mnie i mojego życia jest wiarygodna (i sprawdzi się) zależy tylko i wyłącznie od tego, czy odpowiednio wykorzystam jej pojawienie się. 

Nieco inaczej ma się sprawa z moimi bliskimi, z którymi wiąże mnie silna więź emocjonalna. To w tym przypadku najczęściej mam ucisk w żołądku i przeszywające dreszcze. Mam tak z kilkoma ważnymi dla mnie osobami. Nie z każdym. Przy niektórych intuicja jest znacznie słabsza, a przy innych silniejsza. Zwłaszcza wtedy, kiedy dzieje się u nich coś, co wiem, że nie jest dla nich korzystne, bądź stoją w środku wydarzeń, które znacząco wpłyną na dalsze ich życie. Miałam tak na przykład z moim obecnym partnerem, który w pewnym okresie swojego życia popełniał w kółko wciąż ten sam błąd. Nie musiał mi nawet mówić, że znów to zrobił. Rzadko pytałam go o to wprost, niekiedy nawet nie poruszałam z nim tego tematu, a i tak wychodziło wszystko na jaw po kilku godzinach lub dniach. Ale intuicja nie jest tylko informacją o wydarzeniach, bywa również pomocna, gdy się w nią uwierzy. Często bywa wskazówką, informacją czy drogowskazem, który może naprawdę ułatwić drogę do celu. 

I żeby nie było tak idealnie - wiele razy zignorowałam intuicję. Było to jeszcze na etapie, gdy nie do końca w nią wierzyłam. Podpowiadała mi, że jest coś nie tak w relacji z osobą, którą uważałam za bratnią duszę. Gdy zobaczyłam tego skutki - zaczęłam wierzyć w to, co podpowiada mi moja podświadomość. Czasu nie cofnę, a skutki tej relacji odcisnęły trwały ślad w moim życiu. Ale dzięki temu znalazłam się w tym miejscu i z ludźmi, co do których intuicja nie ma wątpliwości. Ani ja. Zaczęłam wierzyć i słuchać siebie. I od tamtej pory jestem po prostu szczęśliwsza i mniej zestresowana ;)

Podsumowując...

Słuchaj swojej intuicji. Ona powie Ci wszystko, co potrzebujesz wiedzieć.  

Anthony J.D'Angelo

 

A jak to wygląda u Was? Wierzycie w istnienie intuicji? Wyczuwacie ją? A może macie zupełnie inne zdanie od mojego odnośnie jej występowania? Chętnie poznam wasze przemyślenia, zachęcam do dyskusji.
Czytaj dalej »

Jesień życia - zrób coś dla siebie

Przyszła jesień. Ta prawdziwa, najbardziej przytłaczająca, wywołująca chandrę, u niektórych bywa zapalnikiem depresji. Taka, gdzie nic się nie chce, na spacer to już zdecydowanie za zimno. No i ten deszcz i wiatr, przez które nie wiadomo jak się ubrać. Słońca coraz mniej, chęci tak samo. I przychodzi wizja koca, kubka gorącej herbaty z cytryną, goździkami i miodem, kakao, dobrej książki, albo... długiego snu, by obudzić się, gdy przyjdzie wiosna. I przyznam, że mnie również to dopadło. Rano wyłączam budzik i ustawiam kilka drzemek, przygnębiona jadę do pracy, nie mam nawet sił na kilka stron rozweselającej książki, a w pracy myślę tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć się w ciepłym łóżku. Wychodzę z domu - jest ciemno. Wracam - tak samo. Słońce widzę jedynie na zdjęciach w Internecie albo w dzień wolny, gdy z paczką chusteczek leżę zakopana pod kołdrą. Po kolejnym takim łóżkowym, leniwym weekendzie powiedziałam sobie dość! Czas zrobić coś dla siebie.

Jesień to idealna pora, aby...



1. Wyrobić w sobie nawyk picia szklanki wody przed śniadaniem. Ciepła woda z plasterkiem cytryny i łyżeczką miodu nie dość, że pobudzi nas do działania to przyspieszy metabolizm, nawodni nas, otrzeźwi. No i pozostawi świadomość dobrze i zdrowo rozpoczętego dnia. A jeśli nie woda to może wczesne wstawanie? Albo takie bez włączania dodatkowych drzemek? To idealny czas, aby wyrobić w sobie nowe nawyki. Do końca roku zostało niewiele czasu, a Ty wciąż nie zrealizowałeś swoich postanowień noworocznych, prawda? ;)

2. Sięgnąć po rozwojowe książki. Jesień to taka pora roku, w której jesteśmy najmniej aktywni, bo dopada nas przeziębienie, a także atakuje chłód, na który nigdy nie jesteśmy odpowiednio przygotowani. I czujemy się jakoś tak beznadziejnie. Skoro i tak już zaszywamy się pod kocem to warto z czymś, co dobrze na nas wpłynie. Na tę porę roku polecam psychologię wszelkiej maści. Chcesz się czegoś nauczyć? Zrozumieć siebie? Poznać tajniki biznesu? Może zastanawiasz się nad własną działalnością gospodarczą, ale kompletnie nie wiesz jak się za to zabrać, by osiągnąć sukces? Nigdy nie mogłeś znaleźć na to czasu lub chęci? Podrzucam gotowe listy takich pozycji, ułatwi Ci to wybór: 75 biznesowych książek, które czytają najlepsi, 7 rozwijających książek, 7 rewelacyjnych książek, które warto przeczytać tej wiosny. Do tego podrzucam Zarządzanie stresem, czyli jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, 6 filarów poczucia własnej wartości, Głaskologia. Faktyczne reguły motywowania i rozumienia motywacji, bo ponoć są dobre.
zrób coś dla siebie
3. Poczytać artykuły/blogi. I nie mam na myśli przypadkowych. Chociaż to też może sprawić nieco frajdy. Blogów powstaje cała masa, w końcu każdy może pisać o czym tylko chce. Grunt, by wyciągnąć z nich perełki dla siebie. A ja ostatnio odpalam posty takie dające dużo do myślenia, uświadamiające lub wywołujące poczucie wstydu, że wciąż siedzę i pozwalam sobie na bierność. Chętnie się z Wami podzielę kilkoma z nich: Nie jesteś byle kim - nie traktuj się byle jak, Metoda Pit Stop – proste, dobre i stabilne życie w 15 minut, Jak poznać swoje mocne strony i jak z nich korzystać?, Czy to o czym myślisz ma wpływ na Twoje życie?, Jak podnieść swoją samoocenę, gdy nie widzisz żadnej swojej zalety.

4. Znaleźć sobie nowe hobby i to takie, które pochłonie Cię na co najmniej kilka godzin w tygodniu. Takie, które sprawi, że nauczysz się czegoś nowego, będzie wywoływać uśmiech na Twojej twarzy i co najważniejsze - sprawi, że przestaniesz spędzać pół dnia w łóżku pod kocem. Może siłownia? Planszówki? Programowanie? Fotografia? Taniec? Gra na gitarze? Może dzięki temu odkryjesz swoje nowe talenty. Nigdy nie jest na to za późno.

5. Wykupić abonament np. na Netflixie i sięgnąć po seriale, na które wiecznie nie było czasu. Tak samo jak nigdy nie było odpowiedniego momentu na doszlifowanie języka angielskiego. Dlaczego nie połączyć przyjemnego z pożytecznym? Zwłaszcza, że jest kilka seriali wartych uwagi. Nie muszę wspominać o klasykach takich jak Gra o Tron, Lucyfer, Narcos, The Flash, Arrow, Miasteczko Twin Peaks? Sama z przyjemnością nadrobię tej jesieni i zimy wszystkie serialowe braki!

6. Wyznaczyć sobie cel, który przybliży Cię do spełnienia jakiegoś wciąż odkładanego marzenia, zwłaszcza tego do szufladki "nierealne". Nie ma rzeczy niemożliwych. Po prostu nad niektórymi trzeba spędzić więcej czasu. Zasadą małych kroczków. Dlaczego nie zrobić jednego z nich już teraz? Jesień nie musi być długa, nudna i przygnębiająca. Może sprawić, że szybciej niż myślałeś możesz osiągnąć to, o czym od dawna marzyłeś.

I żeby nie było, że się tak wymądrzam i łatwo pisać a trudniej zrobić - sama zamierzam wypełnić każdy z tych punktów. Bo nic tak nie dobija jak leżenie bez celu, które chociaż jest przyjemne to mało rozwojowe. To co, umawiamy się, że tej jesieni robimy coś pożytecznego, rozwojowego? Od czego zaczniesz? Niech ta jesień będzie słoneczna, choć tego słońca przeważnie brak.
Czytaj dalej »

Muza - Jessie Burton

Z twórczością Jessie Burton miałam już styczność w przypadku jej debiutu. Miniaturzystka (opinia) okazała się być powieścią nietuzinkową, intrygującą, pobudzającą wyobraźnię i zmuszającą do myślenia. Styl autorki przypadł mi do gustu. Sposób, w jaki budowała akcję, wprowadzała nowe wątki, wyjaśniała już te istniejące, to wszystko sprawiło, że nie mogłam oderwać się od książki. Gdy tylko usłyszałam o kolejnej historii Burton wydawanej u nas w Polsce wiedziałam, że będę musiała przeczytać. Trochę mi to zajęło, bynajmniej nie z powodu samej treści, która okazała się równie interesująca, co debiut.

Wszystko właściwie zaczyna się od oryginalnego, lekko przerażającego obrazu, który w 1967 roku trafia do galerii w Londynie. Przedstawia on w jednej części kobietę trzymającą uciętą głowę swojej siostry, a po przeciwnej stronie przyczajonego, gotowego do skoku lwa. Najprawdopodobniej jest to zaginione w XX wieku dzieło hiszpańskiego artysty. Zdają się to potwierdzać listy z muzeum Prado, a także fundacji Peggy Guggenheim. Tymczasem stenotypistka Odelle Bastien trafia na trop ciekawej andaluzyjskiej historii z 1963 roku. Los splata ze sobą piątkę różnorodnych bohaterów, którzy od tego momentu stają się od siebie zależni. Co z tego wyniknie?

Dzieło sztuki odnosi sukces tylko wówczas, gdy jego twórca ma wiarę, która powołuje je do istnienia. 

Jessie Burton kolejny raz stworzyła fascynujący świat pełen intryg, namiętności, nieoczywistych zdarzeń, powiązań, nietuzinkowych postaci. Zgrabnie łączy przeszłość z teraźniejszością, a niekiedy i z przyszłością. A z czegoś na pozór banalnego tworzy coś interesującego. Zgrabnie budowała całą akcję, zostawiając miejsce dla czytelnika na domysły, przypuszczenia, znalezienie rozwiązań zagadki. Gdy jesteś już pewien, że wiesz jak to się skończy, bądź w którą stronę potoczy się historia, autorka nagle wyciąga nowy element niczym asa z rękawa. A wtedy całe twoje wyobrażenie rozbija się i budujesz domysły od nowa. Podoba mi się, że całość jest nieoczywista, znajduje się tu wiele zwrotów akcji. Powieść jest zwarta, logiczna, czyta się ją szybko, z zainteresowaniem. Trudno jest się oderwać od lektury, bo wydarzenia są tak intrygujące, że szkoda czasu na inne rzeczy.

Muza okazała się być pełna inspiracji, motywacji. Sprawiła, że miałam chęć działać, poszukiwać, tworzyć. Nie jest to kolejna pozycja, którą tylko szybko się przeczyta, odłoży na półkę i zapomni. Do tej historii chce się wracać. Z bohaterami chce się utożsamiać, spotkać, rozmawiać. Miałam ochotę być częścią tej opowieści. Momentami miałam wrażenie, że jestem tuż obok bohaterów, krążę tymi samymi uliczkami, próbuję rozwiązać tę samą zagadkę, poradzić sobie z tymi samymi problemami. Za pomocą wartkiej akcji i plastycznego języka przeniosłam się do środka. Właśnie takie pozycje jak Muza i Miniaturzystka tworzą nowe szlaki, wyznaczają drogę, podwyższają poziom literatury. Polubiłam sposób, w jaki Jessie Burton pisze i jak łączy ze sobą na pozór niezwiązane wątki. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja do poznania nowych historii, które wyjdą spod jej pióra.
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia