czwartek, 20 września 2012

"Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Samburu" Christina Hachfeld-Tapukai


Tytuł: Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Samburu
Autor: Christina Hachfeld-Tapukai
Wydawnictwo: Telbit
Liczba stron: 383
Moja ocena: 5/6

Życie w trudnych warunkach u boku wojownika? Dlaczego nie? Minęło osiemnaście lat, odkąd autorka swój drugi dom znalazła w Kenii. Początkowo pojechała do kraju w celu rekreacyjnym, aby odreagować po śmierci męża. Do domu wróciła jako żona wojownika Samburu. Bohaterka od kilkunastu lat dzieli swe życie między dwa domy, dwie rodziny. Pierwsza to ta Niemiecka i dom w Hanower, druga to Kenijska, w Afryce.

Jak wiadomo, życie nie zawsze jest usłane różami. Aby coś mieć, należy pracować na to długi czas. Christina doświadczyła wielu przeciwności losu, będąc mieszkanką Maralal. Uciążliwe susze, które miały miejsce większą część roku, przez co brakowało wody, pożywienia. Niszczycielskie okazały się także ulewy, które jak już się rozpoczęły, to trwały od dwóch do trzech tygodni. Żona wojownika Samburu wiele rzeczy nauczyła się mieszkając w takich warunkach.

Biografia Hachfeld-Tapukai jest pełna humoru. Historie pełne grozy opowiedziane przez autorkę wydają się być wręcz nieprawdopodobne. Kto by pomyślał, że ludzie mogą być tak bezczelni, aby przeciąć rury obcemu człowiekowi i czerpać za darmo z nich wodę? Po czym właściciel domu uchyla okno, prosi o opuszczenie posesji, a ci ludzie grupkami nadal gawędzą na schodach pobierając kolejne wiadra czystej, darmowej wody. Takie zdarzenie wydaje się nam nierealne, a w Kenii jest częstym zjawiskiem. Autorkę spotkała także podobna przygoda z podłączeniem trzech domów do jej skrzynki z prądem podczas nieobecności.

Muszę przyznać, że zawsze podchodzę z dystansem do biografii, a tym bardziej typowo podróżniczych.  Życie Christiny Hachfeld-Tapukai wydało mi się bardzo interesujące. Już sam tekst okładki gwarantował miło spędzone chwile przy książce. Z wielkim entuzjazmem zabrałam się za czytanie. Podczas lektury śmiałam się, denerwowałam, złościłam i ponownie śmiałam.

Spodobało mi się podejście bohaterki do spotkania z tygrysem. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach uciekłby do domu, aby nie zostać zaatakowanym przez tak groźne stworzenie, a kobieta siedziała na schodach, grała na gitarze i podziwiała pięknego drapieżnika. Składam jej także ukłon za odwagę, którą wykazała się gdy została zaatakowana przez węża we własnym domu!

Ciekawostką dla mnie było pojawienie się gromady pszczół w domu w Maralal. Głównym siedliskiem tych owadów okazała się szafa, w której zrobiły sobie ul. Po ich usunięciu, bohaterka odkryła wielkie plastry miodu zwisające w meblu. Sama byłam przerażona i uradowana jednocześnie. Taka sytuacja nie mieści mi się w głowie, a w Afryce jest znakiem błogosławieństwa.

„Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Samburu” to nie tylko pełna humoru lektura. Autorka ukazuje nam życie w Afryce. Jej oczami patrzymy na głód i nędzę wyzierającą się z każdej strony książki. Poglądy Afrykanów okazały się tak bardzo odmienne od naszych, że Christina miała pewne problemy z zaklimatyzowaniem się w plemieniu Samburu. Biała kobieta w tamtych rejonach jest bardzo znana. Wielu mieszkańców Kenii nawiązuje znajomości z ludźmi z Europy, ponieważ mają ochotę na ich pieniądze. Nas to bulwersuje, u nich jest to normalne. Autorka na szczęście spotkała mężczyznę, który pokochał ją, a nie jej pieniądze. Nie można powiedzieć, że ten „zaszczyt” wydawania pieniędzy na ludzi z Afryki ją ominął. Jako kobieta z dużą zawartością portfela została wręcz zmuszona do utrzymywania całej rodziny swojego drugiego męża. Sprawy nie ułatwił fakt, iż przygarnęli do siebie kilkoro dzieci, którym obiecali zapewnienie odpowiedniego wykształcenia.

Choroba Lpetati, męża autorki, okazała się wielką próbą dla całej rodziny. Początkowo wszyscy się nim opiekowali, ale gdy zabrakło pieniędzy na leczenie, wojownik Samburu został sam. Gdyby nie powrót żony, mógłby umrzeć. Kobieta bez chwili namysłu zabrała męża do szpitala i postanowiła za wszelką cenę pomóc mu w leczeniu. Czas, kiedy Lpetati był w klinice, nie był dla Christiny łatwy. Wszystkie sprawy związane z leczeniem, dbaniem o dom, pożywienie dla całej rodziny, a także dla zwierząt, zostało zrzucone na jej barki. Ale kobieta nie poddała się i stawiła czoła losowi.

Styl autorki nie jest skomplikowany. W jasny i klarowny sposób ukazuje prawdziwe życie w Afryce. Opisuje obyczaje i tradycje rodzinne. Krok po kroku przedstawia nam życie w Maralal, a także w Kenii czy dawne życie w Hanower ze swoją niemiecką rodziną. Bez kłamstwa, ukazując całą prawdę. Biografię czyta się miło, szybko i przyjemnie, ponieważ nie jest oparta na suchych faktach. Poczucie humoru, miejscami powaga, sprawiają, że lektura staje się nam naprawdę bliska.

Komu spodoba się „Niebo nad Maralal. Moje życie u boku wojownika Samburu” Christiny Hachfeld-Tapukai? Na pewno zwolennikom wszelkich biografii, książek podróżniczych. Zainteresowani Afryką, Kenią, zwyczajami w innych krajach, także mogą liczyć na dobrą lekturę. Ale spodoba się także miłośnikom romansów, ponieważ i historia miłosna Christiny i Lpetati jest bardzo interesująca i oryginalna.

Książkę przeczytałam i zrecenzowałam dla portalu
Książkę przeczytałam w wyzwaniu trójka e-pik.

22 komentarze:

  1. Zauważyłam tendecje do pisania takich biografi, na szczęście większość iest ciekawymi pozycjami.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam co nieco o tej publikacji. Muszę się za nią rozejrzeć. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na tak burzliwe życie jak autorka tej książki. Za to jej biografię przeczytać muszę obowiązkowo! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie jest do końca moja tematyka. Nie przepadam za biografiami, a Afrykę od zawsze traktowałam po macoszemu. Mimo wszystko książka zapowiada się dobrze, a przeczytanie Twojej recenzji było dla mnie przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie sięgnęłabym po ten tytuł, gdyby nie Twoja recenzja. Okładka nie bardzo do mnie przemawia a to sprawia, że na książkę nie zwracam od razu uwagi.

    Po tym co przeczytałam jestem pewna, że lektura trafia w moje gusta, więc jeżeli będę miała okazję sięgnąć po ten tytuł, na pewno to zrobię. Nie wiem jeszcze czy lubię biografie - te piłkarskie na pewno, ale lubię książki podróżnicze, więc to może być całkiem przyjemna lektura ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za co Ty dziękujesz Kochana?! Przecież to naturalne, że chwalę dobrą pisaninę. Chwalić będę za każdym razem, bo masz talent.

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja Droga, jaki talent? Duży.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie umiem się przekonać do tego typu książek, pewnie dlatego, że postępowanie tych kobiet jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawa recenzja, choć po książkę raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, na pewno nie książka dla mnie. Czytałam już tyle powieści o takiej tematyce, że mam dosyć na następne 10 lat ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam historie Corinne Hoffmann, która też przeniosła się do Afryki z Niemiec. Nie wiem czy ta książka czymś mnie zaskoczy, ale nie spisuję jej jeszcze na straty :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Treść podobna do ,,Białej Masajki". Może kiedyś dam jej szansę:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak niektórzy wyżej czytałam "Białą Masajkę", trochę dawno, ale nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, chyba nie ze względu na historię, tylko styl pisania...
    Ogólnie to o sprawach Afryki, podróży tam itp. wolę oglądać niż czytać. Szkoda, że program "Kobieta na krańcu świata" (widziałaś może?:)) trwa tylko 20 minut, porażka... A jakieś serialiki na tvn trwają po 40 minut.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kenia i wojownik Samburu kojarzą mi się z "Białą Masajką". Widzę jednak, że ta książka jest zupełnie inna. :) Chętnie przeczytam, bo lubię obyczajówki. Zwłaszcza takie, które mówią o odległych zakątkach. Podziwiam kobiety takie jak autorka i lubię również biografie, więc myślę, że się nie zawiodę. I bardzo ciekawa jestem innego spojrzenia na Kenię. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na chwilę obecną mam zbyt dużo innych książek do przeczytania, więc szczerze napiszę, iż tym razem jednak spasuje.

    OdpowiedzUsuń
  16. Tym razem ksiazka nie dla mnie..;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo lubię książki tego typu. Przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  18. Recenzja TAK,ale książka tym razem NIE
    Pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Z recenzji wynika, że książka nad wyraz interesująca. Jest jedno "ale". mnie odstrasza cukierkowa okładka. Nie znoszę okładek w tym stylu waty cukrowej i na pewno, kierując się tylko "opakowaniem", książki bym nie kupiła.

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo dobra recenzja.
    Książka też ciekawie się zapowiada ale skąd brać czas na czytanie wszystkiego co by się chciało.

    OdpowiedzUsuń
  21. Powtórzę po Natannie...Bardzo dobra recenzja :)
    Książkę już widzę na swojej półce. Lubię takie opowieści prosto z życia i z miejsc, których pewnie w życiu nie zobaczę...

    Ja również zauważyłam, że mamy podobny gust :) Tym lepiej mogę w ciemno zaufać Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia