sobota, 29 grudnia 2012

"Dziennik znaleziony w piekarniku" Marek Susdorf


Zastanawiam się co mnie podkusiło, aby sięgnąć po „Dziennik znaleziony w piekarniku”. Czy to ta okładka biało-zielono-czarna? Może butelka, która dziwnym trafem jakoś przypomina mi ten piekarnik? A może Marek Susdorf i jego tajemnicza proza, której nie miałam jeszcze przyjemności czytać? Na pewno nie były to recenzje, swoją drogą naprawdę różne. Jedno jest pewne – mam mieszane uczucia.

„Dziennik znaleziony w piekarniku” to pierwsza część z cyklu „Trzy śmiertelne historie”, której główną bohaterką i narratorką jest Magdalena D., dość specyficzna matka i żona. Zrzędzi i zrzędzi przez cały utwór. Ale na jaki temat? Magdalena ukazuje nam prawdę widzianą jej oczami. Codzienne sytuacje, których jest świadkiem, często nawet powodem. Jej irytacje spowodowane brakiem dosłownie wszystkiego – dobrego męża, dobrego domu, dobrego dziecka, dobrego swojego ciała i charakteru. Niedobry mąż, który wciąż ogląda swój mundial. Niedobre dziecko, które wciąż wymaga karmienia, przewijania a na dodatek płacze i płacze. Niedobra ja, która nie ma nic z tego, że się tak męczy i męczy. Ale co ma z tego? Chwile, kiedy może bazgrolić w swoim dzienniku i skarżyć się na zło tego świata. Nie wie kto jest jej sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Dziecko? Z powodu niemożności wczucia się w choć jedną rolę dobrze, ucieka w głąb siebie. Ale czy będzie to dobre wyjście? Ile będzie musiała sobie uświadomić, ile przeżyć, by zrozumieć, że jej starania teraz są… bezowocne i do niczego nie zaprowadzą?

Jak wspomniałam na początku, mam mieszane uczucia odnośnie całej tej krótkiej, bo krótkiej powieści-pamiętnika. Narratorką i jednocześnie główną bohaterką jest już wspomniana Magdalena D., matka i żona, rzecz jasna życiowo niespełniona. Aby mieć choć odrobinkę przyjemności z życia, które w żaden sposób jej się nie udało i wcale, ale to wcale jej nie cieszy, postanawia pisać dziennik, w którym wyrzuci wszystkie swoje żale na otaczający ją świat. Forma pamiętnika jest? W pewien sposób tak. Żadnej tam logicznej całości, porządku w pisaniu, a o zachowaniu zasad ortografii i interpunkcji już nie wspomnę. Ale co komu do tego, to zamysł bohaterki i rzecz jasna – autora. Skoro zabieg zamierzony – błędów nie wolno mi wytykać. Teoretycznie.

Autorowi udało się w doskonały sposób ukazać prawdziwe oblicze człowieka, którego nic nie cieszy, który o wszystko obwinia innych, byle nie siebie. W tym wypadku kobiety, która żałowała niedokonanej aborcji, która uważa, że faceci to tylko do uprawiania seksu i oglądania meczy się nadają. Feministyczne podejście? Jak najbardziej. I właśnie ten feministyczny wydźwięk irytował mnie najbardziej. A bo to kobieta samodzielna, ale jednak za wszystkie niedogodności obwinia innych? Autorze, troszkę się minęliśmy z oczekiwaniami. Jednak muszę przyznać, że pamiętnikowe wyznania pasowały jak najbardziej do całego zarysu książki. Dzięki takiej a nie innej narracji, poznajemy z pierwszej ręki myśli bohaterki, często po prostu bezczelne, groteskowe, ale oryginalne i swojskie. Bez żadnego tam ubierania ich w ładne słówka, ozdabianie kwiatkami. Tu prawda w czystej postaci. Nie każdy się z nią zgodzi, ale nie o to tu chodzi. Nie każda matka jest idealna, nie każda kocha swe dziecko i męża. O tym wie każdy, choć nie wszyscy sobie to uświadamiają. Magdalena D. jest właśnie taką kobietą – niekochaną i tą, która nie kocha. Jest bezwzględna w swoim zachowaniu, w swojej postawie i myślach. Świetnie wykreowana postać!

Dużym plusem dla powieści jest jej oprawa. Ładna okładka, która mimo wszystko przyciąga wzrok swoją prostotą, rysunki na kartach powieści. Tak, to wszystko ładnie współgrało z tekstem. Co jak co, ale za to książka ma u mnie duży plus. Nie zawsze uratuje treść, aczkolwiek na pewno podniesie jej status, ocenę, cokolwiek.

Czy polecam? Nie, na pewno nie polecę tej książki czytelnikowi. Wiem, że są osoby, które oczarowała proza Pana Marka. Mnie jednak w tym wypadku tylko wynudziła, zirytowała. Nie potrafiłam odnaleźć w książce siebie, nie potrafiłam wyłuskać z siebie choć odrobiny współczucia dla tej matki. Dla dziecka już tak, bo czym ono winne? Ja po prostu nie rozumiem takiego zachowania i podejścia do niektórych spraw i osób. Może dlatego ta książka bardziej mnie zdenerwowała. Na pewno ma plusy, ale dla mnie więcej minusów. I dlatego nie mam odwagi, aby ją komukolwiek polecać. Choć jestem przekonana, że jednak jeszcze wiele osób po mnie i po mojej opinii po nią sięgnie – tak z przekory. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania: Polacy nie gęsi...

25 komentarzy:

  1. Bohaterka sprawia bardzo niesympatyczne wrażenie...
    Uważam, że jeżeli bohater pisze dziennik, w tym dzienniku powinny być zachowane zasady ortografii i interpunkcji, bo przecież dla czytelnika czytanie dłuższego tekstu najeżonego błędami będzie katorgą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poleciały ostre słowa. Mnie osobiście, po opisie książka odstraszyła. Nie znoszę osób, które na wszystko marudzą. Nie da się z takimi żyć, jeszcze dodatkowo czytać o nich książkę? Kompletna porażka... Współczuję straconego czasu, chociaż zyskałaś nowe doświadczenie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę omijać. Wystarczy mi moje narzekanie, nie muszę jeszcze czytać czyjegoś;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam książkę jakiś czas temu... Pamiętam ją dokładnie do dzisiaj. Przede wszystkim podczas lektury "Dziennika" niejednokrotnie złapałam się na myśli "Czy taką książkę na pewno napisał mężczyzna?!". Jak dotąd wydawało mi się, że podobną literaturę produkują tylko zagorzałe feministki. Oprawa graficzna rzeczywiście jest sporym plusem. Ten osobisty pamiętnik, choć tak krótki, jest chyba najodważniejszą książką, jaką miałam okazję przeczytać w minionym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, trzeba jej przyznać, że odważna to ona jest.

      Usuń
    2. Mogę podpisać się pod tym, co napisała Mowa Liter. Od siebie dodam jedynie tyle, że książka w całej tej swojej surowości, w narzekaniu i rozwlekaniu problemów młodej niepogodzonej z życiem matki, całkiem mi się podobała. Lubię dziwaczne, eksperymentalne utworu, czasami bulwersujące, czasami irytujące. Zgadzam się oczywiście z tezą, że nie jest to dzieło dla każdego, co zresztą widać po bardzo zróżnicowanych recenzjach.

      Usuń
  5. Mimo że krótka, nie będę na nią marnował czasu ;P

    U mnie z prezentami w tym roku skromnie, bo i wigilię spędziłem gdzie indziej, niż zwykle. Książki niestety nikt nie raczył mi sprezentować, więc tuż po świętach zamówiłem sobie dwie xD A co, sam sobie zrobiłem prezent świąteczny. :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Różnie to o tej książce mówią...
    Ja jakoś gdyby nie blogosfera nigdy bym jej nie poznała.. więc wniosek jest jeden. Na razie po nią nie sięgnę...

    OdpowiedzUsuń
  7. A sprezentowałem sobie drugą część "Enklawy" i chwalony "Krąg", obie książki są akurat po promocyjnej cenie w empiku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brrr... Nie cierpię takich ludzi. Mam wrażenie, że przez całą książkę zgrzytałabym zębami z nerwów.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki za cynk. Osobiście będę omijać tą książkę szerokim łukiem. Po co się niepotrzebnie irytować, skoro można poszukać innej powieści bardziej ambitnej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj nie, na razie spasuję. Zupełnie nie mam ochoty na tego typu lekturę, poza tym nie lubię się irytować. Wolę się śmiać, wzruszać, bać, ale jak książka mnie irytuje, to mam ochotę nią rzucić o ścianę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku myślałam, że może po nią sięgnę, ale teraz już wiem, że to byłby zły pomysł

    OdpowiedzUsuń
  12. Dla mnie ta książka była w porządku, coś odświeżającego, ale mimo wszystko nie sięgnę po kolejne części, gdyż przeszkadzał mi dosadny język autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Na pewno sobie odpuszczę lekturę tej książki. Już po twojej recenzji widzę, że byłaby dla mnie wybitnie irytująca.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam ją na półce i zamierzam wkrótce przeczytać. Mam nadzieję, że ja się nudzić nie będę i jednak coś mnie tu zachwyci. Ja lubię takie specyficzne, dziwaczne twory ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią przeczytam Twoją opinię. Może Ty się będziesz lepiej przy tej książce bawić, tego Ci życzę ;)

      Usuń
  15. Po konkluzji na końcu recenzji daruję sobie książkę, mam tyle innych pewniejszych pozycji do czytania, że na razie nie będe sprawdzać czy proza autora mnie oczaruje czy nie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka jest napisana specyficznym językiem, który nie wszystkim może przypaść do gustu - mnie irytował. Przeszkadzały mi chociażby nazwy własne pisane małą literą oraz długie zdania, nieraz rozwleczone na całą stronę. Z drugiej strony, podobała mi się szczerość, gorycz i sarkazm, których autor nie bał się serwować.

    OdpowiedzUsuń
  17. Żadna siła nie zmusiłaby mnie do przeczytania tej książki :) Obserwuję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Książka zupełnie nie dla mnie!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia