wtorek, 8 stycznia 2013

"Wrześniowe dziewczynki" Maureen Lee

Los potrafi płatać figle i to najczęściej wtedy, kiedy najmniej się tego spodziewamy. Los nie zawsze jest łaskawy, nie zawsze na naszej drodze stawia dobrych ludzi, dobre sytuacje. Ale są też tacy, którzy pomimo wszystkiego wyciągają pomocną dłoń - niezależnie, co też przyniesie los.

Mamy Liverpool, lata dwudzieste XX wieku. Poznajemy dwie rodziny, na pozór w niczym do siebie niepodobne, nic ich nie łączy. Eleanor to bogata kobieta, która posiada wszystko, o czym może zapragnąć kobieta - męża, dziecko, dom, pieniądze, samochód. Może pozwolić sobie na wszystko, czego tylko zapragnie. Jej zupełnym przeciwieństwem jest Brenna, kobieta, której nie powodzi się tak dobrze. Dla poprawy bytu własnej rodziny przenosi się z mężem i dziećmi do Liverpoolu, gdzie mają rozpocząć nowe, lepsze życie. I choć nie zawsze los był dla niej łaskawy, ona jest naprawdę szczęśliwa. Ma zdrowe i kochane dzieci, męża, własny dom. 

Pewnej wrześniowej nocy, obie kobiety spotykają się w jednym domu i rodzą w tym samym czasie córeczki: Carę i Sybil. To one będą na stałe łączyły obie rodziny. One - wrześniowe dziewczynki. Patrząc na ich status, wszystko je dzieli. Ale nie ból, tęsknota, pragnienie miłości. Są to czynniki, które zawsze będą łączyły obie rodziny, niezależnie od tego, gdzie się znajdą.

Dziewiętnaście lat później wybucha wojna. Obie dziewczyny zaciągają się do wojska, aby pomóc ojczyźnie. Choć każda z nich zapisała się w inne miejsce, obie trafiają na Maltę, gdzie los pokrzyżuje ich życiowe plany. To właśnie wydarzenia wojenne najbardziej połączą obie rodziny. Ale czy zakończenie będzie pozytywne w obliczu panującej wojny? O tym musicie przekonać się sami.

To było moje pierwsze spotkanie z Maureen Lee. I gdyby nie Aleksandra, w życiu nie wpadłabym na pomysł, aby sięgnąć po tę książkę. Jej zachęcająca recenzja sprawiła, że Mikołaj dowiedział się o moim pragnieniu i sprawił mi tę cudowną lekturę. A ja, nie patrząc na nic, zatopiłam się w świecie obu rodzin. 

Maureen Lee napisała powieść pełną bólu, tęsknoty, potrzeby miłości, zainteresowania. Tutaj najważniejsza jest miłość - do rodziny, ojczyzny, drugiej kobiety... Tak, ta wielowątkowa powieść ma w sobie wszystko, czego oczekuję od literatury obyczajowej. Radości, smutki, wiele sprzecznych emocji, interesującą i wciągającą historię. Autorka podzieliła powieść na dwie części. Pierwsza opowiada losy dwóch rodzin przed wybuchem wojny, gdzie dziewczęta dorastały. Druga to już dojrzała historia dziewiętnastoletnich dziewczyn, które zaciągnęły się do wojska. Wydarzenia z tej części na zawsze połączą obie rodziny. Pierwsza część jest pełna niekiedy sielankowego życia, choć nie brakuje tam problemów i to poważnych. Rodziny dopiero w obliczu wojny zdają sobie sprawę, że oto nadszedł czas wielkich zmian. Maureen Lee w ciekawy, aczkolwiek prosty sposób ukazała życie ludzi na emigracji, sytuacje wojenne. Nie zawsze były to obrazy okrucieństwa, bólu, rozpaczy. Były też chwile, kiedy ludzie mogli choć przez kilka minut poczuć się jak dawniej - szczęśliwi, spokojni, bezpieczni. Aż do następnego nalotu bombowego.

Spodobały mi się postacie, które wykreowała autorka. Jedne wzbudzały moją sympatię, drugie strasznie irytowały. Od samego początku trudno mi było darzyć sympatią Sybil, dziewczynę rozpieszczoną przez swojego ojca. On tymczasem wydał mi się ciekawą postacią - tajemniczą, nieco mroczną, choć momentami miałam ochotę poczęstować go siarczystym policzkiem! No bo jak można wyrzucić swoją ciężarną żonę w koszuli nocnej na deszcz!? No jak!? Ale troska, jaką później obdarzył Carę, która znalazła się w tarapatach, zrekompensowała początkową złą ocenę. Podobało mi się także wykreowanie Brenny. Była to kobieta, niekoniecznie dobrze wykształcona, ale poświęcona rodzinie. Robiła dla nich tyle ile była w stanie. Kochała swoją rodzinę ponad wszystko i tylko to się dla niej liczyło. Potrafiła wybaczyć wiele, aby tylko rodzina była w komplecie. Niekiedy irytowały mnie jej zachowania, zwłaszcza wtedy, kiedy na siłę starała się ułożyć życie swoich dzieci według własnego planu. Jednak Maureen ukazała tę postać tak, jak widzę każdą dobrą matkę - dobra, troskliwą, kochającą. Często irytowała mnie Eleanor, ale pod wpływem wielu zdarzeń zmieniła siebie, swój charakter, swoją wyniosłość. Zrobiła się bardziej ludzka, bardziej rodzinna. Tak, tą postać polubiłam w czasie wojennych wydarzeń. 

Na wielką uwagę zasługują umiejętności Maureen Lee. To, jak plastycznie i swobodnie przechodziła z jednej skrajności w drugą. Z jaką dokładnością opisywała wydarzenia wojenne, cierpienie, ból, troskę, rozpacz, bezgraniczną miłość, szczęście. Wspaniale oddała klimat, jaki panował między jednym nalotem a drugim. Ten czas oczekiwania. Mimo wszystko życie każdego członka tych dwóch rodzin trwało dalej. Wojna pokrzyżowała wiele planów, jednak nie sprawiła, że ludzie przestali walczyć o siebie. Tak, to piękna historia. Urokliwa, oryginalna. A przede wszystkim bardzo ciekawa! Wciągnęły mnie losy bohaterów, zżyłam się z nimi, przeżywałam ich radości, rozterki. Razem z nimi próbowałam rozwiązać problemy. Byłam świadkiem wielu sytuacji, choć nie zawsze byłam z tego zadowolona. Autorka sprawnie przechodziła z jednego wątku do drugiego, wiele ich nagromadziła, ale dobrze je zakończyła. Jak często bywa, autorzy nie mają pomysłu na zakończenie, albo dobrze zapowiadające się zwieńczenia losów pędzą na łeb, na szyję. W tym wypadku wszystko było wymierzone, dokładne. 

Jestem pod ogromnym wrażeniem i wiem, że spróbuję przeczytać wszystkie powieści Lee, jakie zostały wydane w języku polskim. Teraz będę w ciemno sięgała po jej książki, tak jak to robię w przypadku Jodi Picoult. Polecam, naprawdę warto zajrzeć do tej powieści i dać się porwać całej historii!

27 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że to rzeczywiście ciekawa książka. Tylko ze mną jest tak, że prawie wszystkie książki wydają mi się ciekawe :) Jeśli będę miała okazję, na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam na tę książkę wielką ochotę! Realia obyczajowe, pogmatwane losy dwóch kobiet - to coś dla mnie:) Z przyjemnością przeczytam:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wątpię, żeby miała okazję ją przeczytać, ale przejdę się i zobaczę w bibliotece:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo sceptycznie podchodzę do wszelakiej literatury, w której akcja rozgrywa się w czasach wojennych, ale ostatnio czytałam ,,Żniwa gniewu'' i mimo moich początkowych obaw całkiem pozytywnie odebrałam tą książkę, dlatego myślę, że jak nadarzy się okazja, to spróbuje sięgnąć po "Wrześniowe dziewczynki".

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo dobrego już o tej książce przeczytałam a Ty dodatkowo dorzucasz swoje całkiem pokaźne trzy grosze. :) Jak tu się nie skusić?:)

    OdpowiedzUsuń
  6. To najlepsza książka Maureen Lee (moim skromnym zdaniem). Cieszę się, że tobie też przypadła do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  7. ech... nie przepadam za powieściami gdzie akcja dzieje się w czasach wojennych, ale nie mówię nie... podoba mi się nagłówek uroczy kociak

    OdpowiedzUsuń
  8. Książkę już od dawna mam na celowniku :) Lubię powieści, w których akcja dzieje się w czasach wojennych, poza tym nie brakuje emocji, co jest dla mnie bardzo ważne.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie czytałam żadnej książki tej autorki, ale postaram się to zmienić, po tak zachęcającej recenzji :)
    Kotek wrócił!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten e-book o Lucyferze nie jest długi, jak jesteś nim zainteresowana do odezwij się na mojego maila :)

    A szablon teraz jest jak najbardziej w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam inną powieść tej autorki i mam pozytywne wspomnienia, dlatego chętnie sięgnę po kolejną :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie słyszalam nic o tej książce .. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Od dawna mam ochotę na te książkę, mam nadzieję że w tym roku uda mi się ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz słyszę o tej autorce. Przekonujesz mnie jednak, że warto po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm.. nie słyszałam o książce, ani o autorce, ale te lata XX kuszą..

    OdpowiedzUsuń
  16. Cieszy mnie Twoja recenzja, bo w tym roku sprezentowałam mamie wszystkie powieści tej autorki. Oczywiście, co mamy, to i moje, więc przy najbliższej wizycie, podkradnę "Wrześniowe dziewczynki" - książka zapowiada się ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wczoraj skończyłam inną książkę tej autorki - "Matka Pearl". I całkiem jestem zadowolona z tego spotkania, bardzo sympatyczne czytadło, "Wrześniowe dziewczynki" też chętnie bym przeczytała.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiciaaaaaaaaaaaaaaa! Nie wiem skąd bierzesz te fotki, ale są obłędne. :)

    Fiu, fiu. No to narobiłaś mi apetytu. Fabuła wydaje mi się bardzo, bardzo ciekawa, do tego plastyczność opisów, skrajne emocje - dla mnie brzmi to jak coś, co koniecznie trzeba przeczytać.

    A teraz chwila prawdy... Ciekawe czy znajdę coś tej autorki w bibliotece. =)

    OdpowiedzUsuń
  19. Czasy wojenne to zdecydowanie coś dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnóstwo dobrego ostatnio o tej książce słychać. Jak tylko będę miała okazję to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam w planach twórczość Lee, bo coś mi mówi, że idealnie wpasuje się w moje gusta. Też oczekuję od powieści obyczajowych wielowątkowości i skrajnych emocji, więc powinnam być zadowolona z tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ta powieść zainteresowała mnie już wcześniej. Cieszy mnie Twoja dobra opinia o niej, może kiedyś będę mieć okazję żeby ją przeczytać;) Na razie jednak nie będę jej specjalnie szukać. Właśnie skończyłam "Marzenia Joy" i chyba muszę trochę odpocząć od tego typu historii rodzinnych;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Słyszałam o tej książce i już wtedy mnie zafascynowała. Ty dodatkowo wzmocniłaś moją chęć przeczytania tejże lektury. Szkoda, że tak mało jest czasu na czytanie, bo co rusz u kogoś na blogu piszę,że chciałabym taką czy inną książkę przeczytać, ale mam świadomość, że z realizacją może być baaaardzo cieżko :)

    OdpowiedzUsuń
  24. To jedyna książka tej autorki, którą miałam okazję przeczytać i zaliczam ją do lektur ciekawych, ale niekoniecznie wybitnych. Jakoś szczególnie nie zapragnęłam sięgnąć po kolejne powieści tej pisarki, więc wychodzi na to, że nie urzekła mnie jej twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie miałam jeszcze okazji czytać "Wrześniowych dziewczynek", ale od dawna mam je w planach, bo fabuła wydaje się naprawdę interesująca.
    Skoro po powieści Picoult sięgasz w ciemno i stwierdzasz, że z tą autorką będzie tak samo - wierzę Ci na słowo i również to zrobię, bo powieści Picoult uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Cały czas się zastanawiam, czy po nią sięgnąć. Twoja recenzja skutecznie mnie do tego przekonuje :D Pozdrawiam i zapraszam do siebie, gdzie aktualnie trwa konkurs - może będziesz nim zainteresowana :)

    http://kronikachomika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia