niedziela, 30 czerwca 2013

"Zatruty tron" Celine Kiernan


Nie wszystko jest takie, jakie się początkowo wydaje, a kilkuletnia rozłąka z bliskimi może zmienić wszystko. Wynter Moorehawke wraca wraz z ojcem z Krain Północy. Córka Obrońcy Tronu odkrywa, że pod ich nieobecność w królestwie zaszły ogromne zmiany. Już nie można ufać tym, którzy byli blisko i nigdy nie zawiedli. Na dworze chlebem powszednim są intrygi, tajemnice, tortury, a także walka z władzą. Jednak to dopiero początek problemów. Co tak naprawdę stało się z Alberonem, prawowitym następcą tronu? Dlaczego miał nim zostać Razi? Dlaczego nagle zaczęły pod nią uciekać koty, na pojawienie się duchów nikt już nie reaguje entuzjazmem tylko obojętnością? Wynter znalazła się w potrzasku. Nie wie, co się dzieje i postanawia to odkryć. A jako córka Obrońcy Tronu powinna bez żadnych protestów ufać królowi i wykonywać jego rozkazy. Tylko jak to zrobić, skoro król Jonathon już nie jest tym, kim był przed ich podróżą?


Celine Kiernan to to ilustratorka i animatorka filmów rysunkowych, przez znaczną część swojego życia była ściśle związana z branżą filmową. Przez siedemnaście lat pracowała przy produkcji filmów animowanych. Urodziła się w Dublinie. Trylogia Moorehawke to jej literacki debiut.


Autorka stworzyła wciągającą historię, pełną sprzeczności, pozorów, niedomówień. "Zatruty tron" to historia losów królestwa ukazane oczami piętnastoletniej Wynter Moorehawke. Dziewczyna, która darzy sentymentem to miejsce i ludzi nie potrafi pogodzić się z tym, co się stało z królestwem po jej podróży do Krain Północy. Narracja pierwszoosobowa mogła być dobrym pomysłem na przedstawienie całej historii, gdyby nie niedojrzałe myślenie głównej bohaterki. Język powieści jest prosty, bez zbędnych zawiłości, co pozwala na szybkie czytanie i nie wymaga zbyt dużego skupienia od czytelnika.


Bohaterów było wielu, jednak tak często zmieniali swoje zachowanie, że trudno było mi się do nich przywiązać. Razi, który od zawsze dbał o Wynter i traktował ją jak własną siostrę, nagle odsunął ją od siebie i częstował spojrzeniem pełnym chłodu. Dość specyficznym bohaterem był Christopher, który chyba sam nie wiedział czego chce, kim jest, co tutaj robi. Miotał się, nic z nim nie było pewne. Jednak najbardziej zirytowała mnie Wynter swoim brakiem dojrzałości nawet jak na te piętnaście lat. Jej naiwny sposób myślenia i brak rozsądnego postępowania potrafił zdenerwować, ale to irytujące myślenie, że wszystko jej wolno przekraczało wszelkie granice. Na moją sympatię zasłużył Lorcan Moorehawke, Obrońca Tronu i ojciec Wynter. Był mistrzem w swoim fachu, wiedział gdzie jest jego miejsce i co powinien robić. Ponadto dbał o własną córkę i nie chciał pokazywać swojej słabości. Bywały chwile, kiedy był zbyt uparty i mi udzielała się irytacja jego córki, ale właśnie była to najwyraźniejsza postać.


Cała historia była dość ciekawa, interesująco przedstawiona. Widać, że autorka miała pomysł na trylogię i w pierwszym tomie udało jej się zaciekawić czytelnika. Brakowało mi tylko wyraźniejszych zwrotów akcji. Jednak mimo tej małej wady, "Zatruty tron" jest dość wciągającą powieścią, którą polecam. Choć bardzo rzadko sięgam po tego typu literaturę, powyższa książka mnie zainteresowała na tyle, abym sięgnęła po następne części.


18 komentarzy:

  1. Niezbyt mnie pociąga fabuła, jakoś źle mi się czyta takie książki...

    OdpowiedzUsuń
  2. mam tą książę już u siebie jestem jej bardzo ciekawa !

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też myślałam, że będzie źle. A nie było. Ale rozumiem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Daj znać, jak przeczytasz :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podejrzewam, że książka przypadnie go gustu mojemu tacie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Możesz zaryzykować i podsunąć ją tacie. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie przepadam za książkami fantastycznymi, ale w końcu muszę się za jakąś zabrać. Chyba przeprowadzę losowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie jest taka typowa fantastyka. Pojawiają się niekiedy takie elementy, ale to bardziej książka przygodowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na chwilę obecną zamierzam wrócić do kryminałów, gdyż tęsknię już za tym dreszczykiem emocji, dlatego na powyższą ksiązkę raczej się tym razem nie skuszę, ale może mój bratanek będzie nią zainteresowany. Zaraz mu wspomnę o ,,Zatrutym tronie''.

    OdpowiedzUsuń
  10. lubię dobrą fantastykę, książka wygląda na niezłą "młodzieżówkę":)

    OdpowiedzUsuń
  11. O, może rzeczywiście jemu przypadnie do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, do typowej fantastyki bym jej nie zaliczyła, zbyt mało takich elementów. Ale jako przygodowa to już tak :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No to teraz się waham. Częste zmiany zachowania świadczą o braku koncepcji pisarki. Zastanowię się głęboko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie opis jakoś nie zachęcił do sięgnięcia po tę książkę podobnie jak recenzja. Nie przepadam za fantastyką i to może dlatego? Zniechęciłaś mnie też irytującą główną bohaterką. Nie wiem czy dałabym radę do końca znosić jej głupie zachowanie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Sądzę, że jednak koncepcja była zachowana. Ogólnie z takiego zachowania Wynter coś wynikało, znaczącego dla fabuły.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie powiedziałabym, że to fantastyka. Niewiele ma z nią wspólnego. No i nie można by było jej tak nazwać, gdyby nie obecność ducha i gadającego kota od czasu do czasu. Poza tym to bardziej książka przygodowa. Ale rozumiem i nie będę zmuszać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wchodzę na Twój blog i aż się boję! Znowu książka, która mnie zainteresowała. Tak potrafisz wszystko przedstawić, że ciężko się później oprzeć, żeby danej książki nie wpisać na listę swoich planów czytelniczych a i zdarza się, że daną pozycję zamawiam sobie przez internet:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Cieszę się, że potrafię zachęcić. Ostatnio trafiłam na naprawdę warte uwagi książki, więc co tu się dziwić ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia