piątek, 3 stycznia 2014

Kilka słów o spuściźnie Tolkiena

Źródło: Facebook

Przez wiele lat zapierałam się, że w życiu nie sięgnę po twórczość Tolkiena. Uważałam, że jego wyobraźnia nie jest dla mnie, że ja się w niej nie odnajdę, że mi się nie spodoba, że... Argumentów miałam wiele, ale widocznie były za słabe, nawet dla samej siebie. I co się stało? W ubiegłym roku (zabawnie to brzmi, gdy pisze się to na początku stycznia) sięgnęłam po "Hobbita", bo... miałam ochotę na trochę krasnali, trochę elfów, trochę czarodziejów i hobbitów. Moja chęć nie powstała z powodu ekranizacji, jaka miała miejsce w 2013 roku, ani z powodu wydania "Władcy Pierścieni" w jednym tomie, a także nie była uzasadniona wysypem recenzji twórczości Tolkiena. Nagle miałam przesyt opowieści "z życia wziętych", którymi samą siebie zasypałam. Dość romansów, dość problemów z miłością, pieniędzmi, pracą w książkach. Czas na coś nowego, przynajmniej dla mnie, bo nie dla świata. A po "Hobbicie" nastał czas na kontynuację, jaką rzekomo jest "Władca Pierścieni" z tymi swoimi cudacznymi stworkami... I tak nastał czas spuźcizny Tolkiena!

Hobbit, to małe stworzenie potrafi wiele namieszać! Niziołki, choć są małe to sprytne i cwane. Tak, tak. Wiele potrafią, choć wcale w siebie nie wierzą. No, przynajmniej nie wierzył w siebie Bilbo, bo Frodo to już zupełnie inna osobistość, również ciekawa. Wyobraźcie sobie, że żyjecie w spokojnym, malowniczym miejscu. Codziennie pijecie swoją ulubioną herbatkę, czytacie kolejne tomiszcza i marzycie o przygodach, które tak naprawdę są bardzo niebezpieczne. Aż tu nagle, tak bez zaproszenia, odwiedza Cię czarodziej i składa propozycję. Ale, nie taką byle jaką, bo zapowiada niesamowitą przygodę. Ty się zastanawiasz, więcej argumentów przeciw niż za, aż wieczorem odwiedza Cię krasnolud. Jeden, dwa, trzy, ewentualnie siedem (i więcej). Tak czy owak Czytelniku, zostajesz wciągnięty w przygodę, czy tego chcesz czy nie (a chcesz, wiem, że o niczym innym nie marzysz). I rozpoczyna się wędrówka, niebezpieczna, ale jakże ciekawa! A później... Później nastał czas Pierścienia i wszystko się skomplikowało. Także ciekawie. Ale jak skończyło to nie wiem, bo jeszcze czytam, o!

Źródło: guardianlv.com

Tolkien oczarował mnie swoim talentem. To, jak wielką wyobraźnię miał i jak pięknie potrafił przelać na papier wszystko, co w głowie jego było. Śródziemie jest tak dopracowane w "Hobbicie" i "Władcy Pierścieni", że aż brakuje słów. Te barwne opisy, te wszystkie zwyczaje, tradycje, mowa, postacie. Nie sposób tego wszystkiego wymienić. W mojej głowie powstało wiele obrazów, wyobrażeń na temat tej cudownej krainy. Ale żaden nie równa się z wyobrażeniami Petera Jacksona! Dwie części filmowego "Hobbita" już za mną, a ja wciąż nie mogę dojść do siebie. Nie podobało mi się, że dodano sporo nowych wątków (ale w takim wypadku jakim cudem powstałyby 3 części, każda po około 3 godziny?), a te obecne zostały nieco zmienione w porównaniu z pierwowzorem. Jak dobrze pamiętam, Legolasa nie było w "Hobbicie", pojawił się dopiero we "Władcy Pierścieni", nie było sceny, gdzie cała kompania wbiega do posiadłości Beorna hurtem, lecz pojedynczo, gdzie Gandalf ich przedstawiał. Oj wiele zmian i dodatkowych atrakcji wprowadził Jackson. Jednak te wszystkie moje złośliwości w domu i w kinie przyćmił obraz Śródziemia. Nie wyobrażam sobie piękniejszych obrazów, miejsc. Nie mogłam wyjść z podziwu, byłam oczarowana. Nowa Zelandia to idealne miejsce do kręcenia "Hobbita". Ot co! Nie wierzycie? To pójdźcie do kina.

A mnie czeka jeszcze długa przygoda z hobbitami, krasnoludami, elfami i Gandalfem. Wciąż nie skończyłam czytać "Władcy Pierścieni", bowiem utknęłam na "Dwóch wieżach" (ale to nadrobię, bo warto!). Jednak ekranizacja, znana najprawdopodobniej większości z Was choćby w kawałkach, musi jeszcze trochę poczekać. Zdecydowanie lepiej idzie mi czytanie książek, nim sięgnę po film. Nie przepadam za tym, jak filmowa twarz danego bohatera pojawia mi się przed oczami w trakcie czytania. Wówczas nie ma już miejsca dla mojej wyobraźni. A skoro nie ma dla niej miejsca to po co czytać? Lepiej tylko obejrzeć film i spokój. Ale ja nie o tym! 

Z racji tego, że dzisiaj wypadają kolejne urodziny Tolkiena, życzę mu, by jego dzieła wciąż były obecne w życiu Czytelników. A Wam? Spotkania się oko w oko z zakątkami Śródziemia, a także jego mieszkańcami.

32 komentarze:

  1. "Hobbita" czytałam jeszcze w gimnazjum. Choć nie był dla mnie rewelacyjną lekturą, czas z tą książką spędziłam bardzo przyjemnie. Dużo śmiechu, ale również podziwu dla Tolkiena. W tym roku pragnę przeczytać "Władcę pierścieni", by móc obejrzeć film. Tak jak Ty, nie lubię oglądać czegoś, zanim sama sobie nie wyobrażę bohaterów - wtedy o wiele bardziej i wyraziściej ich zapamiętam, a przede wszystkim - po swojemu, a nie tak, jak zamarzył sobie reżyser.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że są jeszcze osoby, które myślą w podobny sposób do mnie. Ja w gimnazjum "Hobbitem" bym się nie zachwyciła i jestem tego świadoma. Tak wykreowany świat w tamtych latach nie byłby dla mnie odpowiedni, a na pewno nie wpasowałby się w moje ówczesne gusta. Teraz to zupełnie inna sprawa i zaczęłam doceniać Tolkiena. Mam nadzieję, że jak sięgniesz po "Władcę Pierścieni" to pochłonie Cię tak, jak mnie i będziesz oczarowana - historią i światem przedstawionym. :)

      Usuń
  2. Od lat doceniam twórczość Tolkiena:) Świat przez niego stworzony to prawdziwe mistrzostwo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Ja wciąż nie mogę wyjść z podziwu :)

      Usuń
  3. Aż wstyd mi się teraz tutaj przyznać, że nie czytałam nic z twórczości Tolkiena. Mam kolegów, którzy zachwycają się w jego prozie, usilnie mnie namawiają, a ja się uparłam. Przez ostatnie kilka dni i kilkanaście recenzji zaczynam żałować trochę tego uporu. Ty szczególnie zaciekawiłaś mnie tymi opisami i plastycznością języka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam bardzo uparta, nikt nie mógł mnie przekonać do sięgnięcia po twórczość Tolkiena. I pluję sobie w brodę, że tak się zapierałam. ;)

      Usuń
  4. Ja w szkole podstawowej i w gimnazjum nie doceniałam Tolkiena. Czytałam fragmenty jego książek, ale nie potrafiłam się w nich odnaleźć. Dopiero niedawno dojrzałam do jego powieści i teraz buszuję po antykwariatach w poszukiwaniu moich ulubionych wydań jego książek. Czas ,,Hobbita" i ,,Władcy pierścieni" nadszedł;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nadszedł, nadszedł. Do jego prozy chyba trzeba dojrzeć, tak myślę. W gimnazjum miałam nawet do opracowania fragment z "Władcy Pierścieni", ale i wtedy mnie nie poruszył. Teraz dopiero go doceniam. Swoje wydanie trylogii już mam, muszę tylko "Hobbita" zakupić, bo czytałam tylko na czytniku.

      Usuń
  5. Mam pewien problem z Tolkienem. Jestem pod wielkim podziwem jego wyobraźni, chylę mu czoła za świat, który wykreował z tak wielką dbałością o najmniejsze detale, należy mu się za to szacunek. Ale "Drużyna Pierścienia" tak mnie okropnie wynudziła, że po "Dwie Wieże" prędko nie sięgnę. Usypiałam. Niejednokrotnie usypiałam przy tej lekturze. Co innego "Hobbit", który bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Drużyna Pierścienia" niekiedy się dłuży, ale to dlatego, że Tolkien zadbał o szczegółowe opisy. Ja na kilka razy czytałam, aż od połowy jak usiadłam z książką, tak czytałam tak długo, aż skończyłam i za jednym zamachem przeczytałam połowę "Dwóch wież". Może jednak dasz szansę drugiej części :)

      Usuń
  6. Czytałam tylko "Hobbita" i chociaż podobał mi się, to jednak po więcej książek Tolkiena na razie nie planuję sięgać. Może dlatego, że parę razy widziałam ekranizacje i tak jak napisałaś, bohaterowie i pewne miejsca mają już dla mnie określony wygląd. Też zdecydowanie wolę najpierw sięgnąć po książkę, a dopiero potem obejrzeć film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jak obejrzę wcześniej film to po książkę już nie mam ochoty sięgać. Chyba, że kilka lat później, gdy niektóre szczegóły zatrą się w mojej głowie. Dlatego tak się upierałam przed ekranizacją "Władcy Pierścieni", bo chyba czułam, że kiedyś przyjdzie czas, aby przeczytać :)

      Usuń
    2. No właśnie, ja też tak mam. Jak zobaczę film, to książka przestaje mnie już tak nęcić :/

      Usuń
    3. Niekiedy mam tak, że większą chęć mam na film niż na książkę. Ale to się rzadko zdarza. Ale nie przepadam za czytaniem po obejrzeniu filmu...

      Usuń
  7. A mnie ,,Hobbit'' niestety nie oczarował. Nie potrafiłam odnaleźć się w tej fantastycznej wizji i na razie nie zamierzam ponownie tego doświadczać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, nie każdemu może się spodobać taka wizja autora. Może kiedyś dasz Tolkienowi drugą szansę, jak weźmie Cię na to ochota. ;)

      Usuń
    2. Może kiedyś jeszcze spróbuje, tymczasem wolę inne gatunki literackie np. obyczajówki.

      Usuń
    3. No tak, w zasadzie nic na siłę. Po co sięgać po coś, co raczej nie leży w naszych zainteresowaniach ;)

      Usuń
  8. Uwielbiam Tolkiena - to była miłość od pierwszego wejrzenia :) Zaczynałam od trylogii i dopiero potem sięgnęłam po Hobbita (którego aktualnie sobie odświeżam). Tolkien był szalony - te wszystkie języki elfów, orków - masakra :)) A filmy lubię bardzo, chociaż te wchodzące w skład Władcy Pierścieni są lepsze niż Hobbit (dla mnie) - lepsza story i ciekawsi bohaterowie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam już podobnie opinie, że "Hobbit" przy trylogii się chowa, jeśli chodzi o ekranizacje. Ja się przekonam, jak tylko skończę czytać "Władcę Pierścieni". Nie mogę sobie zepsuć tej historii. Ale można powiedzieć, że u mnie też była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo jak w końcu dorwałam "Hobbita" to poszłam jego tropem i czytam trylogię. ;)

      Usuń
  9. Ja do kina na Hobbita 2 się nie wybieram, bo nie widziałam części pierwszej jeszcze. Pewnie kiedyś obejrzę ten cykl w domowym zaciszu :) Za to mój brat był na obu częściach w kinie i druga podobała mu się mniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, druga część była nieco gorsza od tej pierwszej. Za dużo dodanych scen, za bardzo rozwlekli fabułę. "Hobbit" mógłby się skończyć filmowo na dwóch częściach. Może chociaż trzecia go zadowoli :) A i Tobie polecam obejrzenie filmów, tak czy siak.

      Usuń
  10. Twórczość Tolkiena zostawiam sobie na emeryturę. Może wtedy do mnie w końcu dotrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy czas jest dobry, byleby jego twórczość do naszych głów dotarła. Ważne, że mimo to, jednak planujesz "na kiedyś tam" przeczytać. :)

      Usuń
  11. Przebrnęłam tylko przez pierwszą część trylogii Władcy pierścieni. Potem wymiękłam :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Miłość do Tolkiena zaszczepił we mnie tato, gdy byłam jeszcze mała. Wyobrażasz sobie czytanie "Hobbita " do poduszki? :D Właśnie.. później nadszedł czas na WP i czytanie go wieczorem zajęło nam trochę czasu, ale kiedy "dorosłam" byłam ogromnie wdzięczna. Tolkiem ma w sobie coś i jak mówisz "znam...czytałam... lubię" od razu zyskujesz 10000 punktów do fajności.
    Muszę dodać, że im jestem starsza tym więcej poświęcam czasu innym dziełom Tolkiena.. które są równie świetne jak te super popularne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiej to dobrze! Mi nie czytano do poduszki, a nawet jeśli (czego nie pamiętam, bo jak podrosłam to czytałam sobie sama :D) to na pewno nie był to Tolkien. Sama dorosłam i się "za niego wzięłam". Również mam ochotę na inne dzieła tego pisarza, ale jeszcze muszą poczekać. Jednak mam w planach i szybko z nich nie zrezygnuję :)

      Usuń
  13. Cała twórczość autora jest dla mnie inspiracją do pisania. Myślę, że warto przeczytać chociażby Hobbita i uczestniczyć w tej pięknej przygodzie jaką przeżył Bilbo i jego towarzysze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem tego zdania, że warto przeczytać i uczestniczyć w tej przygodzie. Tolkien potrafi inspirować, to prawda.

      Usuń
  14. Tolkien pisał pięknie. Stworzył cos niebywałego, pokazał drogę wielu twórcom. Dawno nie zaglądałam do jego dzieł. Będę musiała kiedyś po nie sięgnąć. U mnie Tolkien zaczął się w okolicach liceum, ale niezbyt pomyślnie. Zaczęłam czytać "Władzcę...", niestety wypożyczyłam sobie książkę z beznadziejnym tłumaczeniem. Drugie podejście i inne wydanie okazały się sukcesem. "Hobbita" przeczytałam zaraz po "Władzcy...", byłam nim nieco mniej zachwycona, ale również mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Hobbit" był pisany bardziej pod młodszą młodzież, "Władca Pierścieni" już dla nieco starszych czytelników, więc może stąd ta różnica w odbiorze? To prawda, Tolkien pokazał drogę wielu twórcom, a część z niej skorzystała. Ja jestem pod wrażeniem i zamierzam sięgnąć po pozostałe dzieła tego pisarza.

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia