niedziela, 15 czerwca 2014

Poznaj mnie! (#2) - Moje czytelnicze przyzwyczajenia

Tak, to już druga część cyklu Poznaj mnie!, który jak zauważyłam przypadł Wam do gustu (co mnie bardzo cieszy). No i przy okazji przyznam się, że jestem zawalona notatkami na kolejne cztery egzaminy, więc z recenzjami gorzej - wtedy z pomocą przychodzą mi te cykle (jednak obiecuję, że nie zasypię Was nimi z tego powodu). Z racji tego, że celowo pominęłam kilka aspektów tworząc notkę o tym, jaką jestem czytelniczką, teraz tak jakby ciąg dalszy. Pokrótce opowiem jak czytam, gdzie czytam, co towarzyszy mi podczas czytania, etc. Jesteście gotowi? W takim razie zapraszam! Ale ostrzegam, przyda się coś do picia i podjadania.



Gdzie czytam?

Przeważnie czytam w domu, w zaciszu swojego pokoju. Kładę się wygodnie na łóżku podparta wielkimi poduchami, przykrywam nogi cieniutkim kocykiem (wiecie, tak w razie czego, gdybym od tego siedzenia zmarzła i nie miała chęci odrywać się od książki, aby poszukać czegoś do przykrycia; warto o to wcześniej zadbać) i zagłębiam się w lekturę. Przeważnie, bo nie zawsze mam na to czas. Najczęściej robię tak przed snem, gdzie zapalam malutką lampkę tworząc swoisty, ciepły klimat, którzy sprzyja miłemu czytaniu. 

Jednak jak to z czasem studentki bywa, mało go posiadam. Wówczas książki towarzyszą mi w trakcie dojazdów na uczelnię. Nieważne, że autobus niemiłosiernie trzęsie, ludzie się na Ciebie przewracają przy każdym zakręcie, a Ty musisz ukradkiem zerkać przez okno, aby nie przegapić własnego przystanku. Ja w takich nieprzyjemnych warunkach po prostu muszę czytać! Co innego można robić przez prawie czterdzieści minut? Podróżując następnym autobusem przez 15 minut odpuszczam sobie czytanie, a delektuję się świeższym powietrzem - różnica między autobusami i kulturą tamtejszych ludzi jest przerażająca. 

Co poza transportem? W trakcie przerw między wykładami, gdzie wykładowcy mają tendencję do spóźniania się, bądź niepojawiania się, w ostateczności odwoływania zajęć. Co wtedy robić, gdy niekiedy ma się nawet do pięciu godzin czasu wolnego? Książka jest zbawieniem! To samo, gdy zajęcia okazują się być wyjątkowo nieciekawe... Nie zliczę ile ciekawych pozycji przeczytałam w trakcie mniej ciekawych wykładów czy ćwiczeń. Chcieć to móc - zawsze znajdzie się odrobina czasu dla książki.

Jak czytam?

Najwygodniejszą pozycją dla mnie jest tzw. na leniwca, czyli pół leżąca - pół siedząca. Oczywiście wygodniej jest, gdy leżymy na większych poduszkach, wtedy i plecy nie bolą i kark, który w innym wypadku jest zbyt napięty... Tak, tak, przerobiłam już mnóstwo pozycji. Jeszcze dość dobrze czyta mi się totalnie na leżąco z małą poduszką pod głową czy karkiem (najchętniej wykorzystuję to na plaży) i ewentualnie na brzuchu podpierając się łokciami. Jednak numerem jeden jest pozycja na leniwca.

Jeżeli nie mam możliwości czytania w ten sposób, wówczas siadam i opieram się o ścianę (np. na uczelni), nogi uginam w kolanach, książkę opieram na nich i... czytam. Mniej wygodnie, ale zawsze lepiej niż bezpośrednio na krześle - te są dla mnie bardzo niewygodne, szybko boli mnie kręgosłup. Jeżeli czytam tylko kilka minut to ok, pozycja nie robi dla mnie wielkiego problemu, ale jak się wciągam w fabułę i mogę sobie pozwolić na długą ucieczkę w lekturę to muszę mieć wygody! 

Potraficie czytać na stojąco? Bo ja tak! Życie studenckie tego uczy, a najbardziej podróżowanie komunikacją miejską, bardzo zatłoczoną. Wystarczy znaleźć odrobinę wolnej przestrzeni (czyt. podłogi) i coś do podparcia (rurka, biletomat, okno, drzwi), a czytanie staje się możliwe! Najlepszym rozwiązaniem jest noszenie ze sobą czytnika (na szczęście posiadam takie cudo), wówczas nie ma problemu z używania jednej ręki do trzymania i przewijania stron, a drugiej do podtrzymywania przed upadkiem. Sądzę, że studia jednak czegoś mnie nauczyły... ;)

Z czym czytam?

Najprzyjemniejsza rzecz zaraz po samym fakcie czytania dobrej książki. Bardzo często korzystam z przeróżnych umilaczy. Począwszy od pysznej herbatki (zwykła z cytrynką, owocowa, ziołowa - mięta, melisa, zielona, rumianek, lipa, pokrzywa...), po kawę, soki różnych smaków, wodę niegazowaną aż po koktajle w upalne dni czy rzadko, ale jednak - piwo smakowe. Napój pod ręką po prostu musi być, nie ma innej opcji. Nierzadko podczas czytania towarzyszą mi smakołyki - jakieś cukierki owocowe, krówki (te z tekstem od wewnętrznej strony papierka, zawsze jestem ciekawa na co trafię), owoce pokrojone w plasterki czy kostkę (teraz jest idealny czas na truskawki i banany z jogurtem naturalnym, mniam!). Całkiem niedawno przy każdej książce wcinałam kisiel. Przerobiłam chyba wszystkie możliwe smaki, jakie dostałam w okolicznych sklepach, jednak najbardziej trafia do mnie tego roku truskawka. Rzadziej można znaleźć orzeszki, paluszki sezamowe, czy chipsy o przeróżnych smakach. Staram się ograniczać spożywanie takich produktów, a na pewno z dala od moich "dzieci", bo lubią pozostawiać między kartkami niespodzianki dla następnych czytelników... Jednak nie jestem aż tak asertywna, by odmawiać im swojego towarzystwa bardzo często. ;) Ach i jeszcze podkład muzyczny... Ale to zostawię na osobny post, wraz z przykładami.

Jak wybieram, co czytam?

W pierwszej kolejności wybieram książki, które otrzymałam do recenzji. Z czasem bywa u mnie różnie, a terminy niekiedy gonią (te narzucone sobie przeze mnie i te mieszczące się w granicach zdrowego rozsądku jeśli chodzi o "umowę"), więc aby mieć czyste sumienie, zaczynam czytać najpierw te. Następnie wybieram coś z własnej półki i/lub pożyczone z biblioteki czy znajomych. W przypadku tych od współprac to decyduje przeważnie (ale nie zawsze) kolejność otrzymania i objętość. Gdy mam wziąć do ręki coś własnego czy pożyczonego z większym terminem luzu, wówczas rozpoczyna się cały rytuał przejścia. Podchodzę do mojego zapchanego książkami regału i jadę wzrokiem od lewej do prawej, przez każdą półkę. Gdy to zrobię, przejeżdżam tę samą trasę ręką, przy czym przymykam oczy. Wówczas wtedy wiem już jaka pozycja najbardziej mnie do siebie w danej chwili przekonuje. Jeżeli nie to wpatruję się w jedną półkę, która mnie przyciąga i spośród tych egzemplarzy wybieram ten, który zaintryguje mnie kolorem. Dziwne? Być może, ale jakie skuteczne! W 99% trafiam na właściwą pozycję we właściwym czasie. Polecam Wam taki sposób.

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że ten post pomógł Wam nieco bliżej mnie poznać i zmotywował/zainspirował do stworzenia u siebie podobnego. Chętnie przeczytam, jak to u Was wygląda! A ja tymczasem uciekam dalej się uczyć na egzamin, a Was zostawiam z piękną piosenką, którą odtwarzam wciąż i wciąż...



* Zdjęcia pochodzą stąd i stąd.

40 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie posty. ;) Pozycja na leniwca i herbata - najlepsza! Zawsze zastanawiało mnie, jak to jest z czytaniem tak ogromnej ilości książek w ustalonym czasie. Jestem pod wrażeniem, bo nie wiem czy podołałabym. Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze znajduję czas - a to autobus, a to pociąg, a to wykłady... Ale są okresy w życiu studenta, gdzie trudno choćby jedną stronę przeczytać (niezwiązaną ze studiami). Jednak wcześniej biorę to pod uwagę i w pierwszej kolejności nie biorę egzemplarzy do recenzji na ten czas. :)

      Usuń
  2. Czytam w takich samych pozycjach, aczkolwiek rzadko coś spożywam podczas czytania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię takie posty! Leniwiec + herbata + książka = ♥ :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też zawsze podczas lektury korzystam z różnych umilaczy typu kawa, herbata i czekolada. Bardzo ciekawy wpis, dowiedziałam się bardzo dużo o Tobie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ciekawie się czytało ten post :) Też przykrywam nogi kocem, takie moje zboczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O Indila i Tobie się spodobała ;) Ja ją poznałam dzięki Pawłowi Opydo :D
    A co do czytania... ja powinnam mieć chyba beczkę wiecznie cieplej herbaty przy sobie, żeby starczyła mi na czytanie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaa zazdroszczę! Ona ma niesamowity głos, taki hipnotyzujący. Mam ostatnio fioła na punkcie jej piosenek :)
      O tak, ja nim wezmę łyka herbaty często jest już zimna i się krzywię, bo nie wiedziałam, że tak długo już czytam.

      Usuń
  7. Ja uwielbiam czytać leżąc na brzuchu :) już mam nawet specjalną płaską poduszeczkę pod łokcie, zeby dłuzej wytrzymać w tej pozycji : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! O poduszce nie pomyślałam, będę musiała się za taką rozejrzeć. Tak z ciekawości, ile średnio wytrzymujesz w takiej pozycji bez marudzenia, że łokcie bolą? :)

      Usuń
    2. A nie wiem, ale dość długo. Pół godziny nawet bez wiercenia, ale jak mnie książka wciągnie to potrafię tak leżeć i czytać, czytać, czytać :)

      Usuń
    3. Mi za bardzo ręce drętwieją, by tyle wytrzymać... A szkoda, bo też fajnie się tak czyta :)

      Usuń
  8. Stwierdzam, że czytać mogę w każdej pozycji. Np. z kotem na plecach. :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy post :) Ja lubię czytać na leżąco podpierając się łokciami - czytam niemal tylko tak i zmieniam łokcie, gdy jeden zdrętwieje ;) Przeważnie oddaję się lekturze w domu, kiedy tylko się da - do śniadania, do kolacji i wszystko co pomiędzy, a także przed snem. Rzadko ostatnio gdzieś jeżdżę komunikacją miejską (pracę mam 10 minut piechotą od domu), ale jak już jadę to biorę czytnik (ostatnio dokładnie tak jak piszesz, czytałam i balansowałam opierając się o rurkę w tramwaju).
    Jak już czytam to też mam obowiązkowo pod ręką picie, zwykle jakiś sok lub wodę mineralną, gdy jest zimno to herbatę lub czekoladę na gorąco. Często też coś pogryzam.
    Muszę mieć wtedy ciszę, tzn. nie lubię muzyki w tle. Jak jadę autobusem to potrafię się wyłączyć, tak samo jak czytam w pracy na przerwie śniadaniowej, za to w domu muszę mieć względną ciszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie zastanawiało dlaczego tak jest - w miejscu publicznym potrafimy się wyłączyć czytając książkę, ale to w domu potrzebujemy już totalnej ciszy ;)

      Usuń
  10. ja także sporo czytuję w pozycji pół leżącej i lubię mieć pod ręką koc - na zasadzie zimowych poranków z zieloną herbatą lub kakao, co do książek to wybieram gatunki, które lubię i podobnie jak Ty najpierw czytam recenzenckie później swoje, większość zakupuje sama, to raczej ode mnie wszyscy pożyczają;PP pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swoje pozycje częściej ostatnio mam u ludzi niż u siebie. Chyba muszę zacząć robić listę komu co pożyczam, bo się ewidentnie gubię... Ale nie przeszkadza mi to w dalszym pożyczaniu innym i samej pożyczając od kogoś. Dobrych książek nigdy za wiele! :)

      Usuń
  11. Też mam wrażenie, że wypróbowałam wszystkie "pozycje" w jakich można czytać :D A czytanie w komunikacji miejskiej to nie lada wyczyn :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza jak trzęsie, wszystko trzeszczy i masz wrażenie, że ten autobus za chwilę się rozleci. ;)

      Usuń
  12. Bardzo fajny post oby więcej takich.

    OdpowiedzUsuń
  13. Też lubię czytać na leniwca i lubię pić kawę podczas lektury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leniwiec to chyba najlepsza pozycja do czytania ;)

      Usuń
  14. Też miałam problem z Deniere Danse. Hahahaha. Nie mogłam przestać jej słuchać śpiewać i nucić. A potem przeszło mi na Chandelier i to jak Boga kocham od premiery mi z głowy nie wychodzi...
    Ale świetny ten post :) Też lubię postawę pół leżącą, chociaż mój kręgosłup jest już w kawałkach :/
    Nie mam żadnych przyzwyczajeń co do picia czy jedzenia nad książką... Jakoś nie potrafię sobie takiego znaleźć. Bałabym się, że zabrudzę kartki. A mam fizia na tym punkcie.
    Za to masz ciekawy sposób wybierania książek. Muszę tego spróbować :)

    Zgodziłabyś się, żebym za jakiś czas zrobiła podobny post u siebie? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, rób, chętnie przeczytam! Koniecznie podeślij później linka :)
      O tak, ciągle nucę ten utwór... A jak usłyszę w radiu to nie ma zmiłuj!

      Usuń
  15. Hi hi. Ja też czytam na tzw. leniwca i to moja ulubiona pozycja. Także lubię podjadać i popijać w trakcie czytania. Zazwyczaj są to wafle ryżowe, które w razie nieprzewidzianych okoliczności nie brudzą, a do picia piwko, lecz nie smakowe, bo takiego nie lubię. Musi być mocne i niepasteryzowane ;) Jeśli chodzi o kolejność książek, to podobnie jak ty, wybieram najpierw egzemplarze otrzymane do recenzji, a potem raczę się innymi, które mnie zaintrygują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piwo to ja ostatnio preferuję tylko smakowe. Moje kubki smakowe są bardzo wybredne ;)

      Usuń
  16. Bardzo lubię podjadać, a co jem, to już mi obojętne jest :D Ooo, czy ja widzę piosenkę po francusku? Co prawda tej pani nie znam, ale ostatnio słucham sobie Garou, zachwycona barwą jego głosu, a to też francuski! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Indila zaskoczyła i odkąd usłyszałam pierwszy raz to nie mogę przestać słuchać :)

      Usuń
  17. Umilacze są obowiązkowe przy lekturze!
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak ja lubię takie posty! Miło mi było poznac to wszystko, a tą piosenke to ja po prostu uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic dziwnego, bo utwór jest naprawdę rewelacyjny :)

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia