środa, 30 lipca 2014

"Madeleine" Consilia Maria Lakotta


Consilia Maria Lakotta pisze dość charakterystycznie. Miałam już okazję poznać jedną z książek autorki, a mianowicie "Nocną rozmowę" i szczerze mówiąc, nie przypadła mi do gustu tak, jak się spodziewałam. Tematyka była ciekawa, aczkolwiek język, jakim posługuje się autora w wielu miejscach wydawał mi się sztuczny, wymuszony. Sięgając po "Madeleine" liczyłam na to, że udało jej się nieco poprawić styl, a na pewno pozbyć się wydźwięku sztuczności. Niekoniecznie...

Tytułowa bohaterka wraca do rodzinnego miasteczka w okresie wakacyjnym, po ukończeniu roku akademickiego. Towarzyszy jej ukochany, Hélier, który także postanowił znaleźć pracę, aby zarobić na kolejny rok studiów i zapewnić przyszłość swojej wybrance. Para planowała narzeczeństwo, lecz do czasu oficjalnego poznania przez członków ich rodzin, utrzymywali to w tajemnicy. Bowiem ojciec dziewczyny, Pierre Fremont, nie pała sympatią do mieszkańców Jersey, skąd pochodzi ukochany jego córki. W dzisiejszych czasach młodym osobom by to nie przeszkadzało, lecz nie w okresie, w jakim przyszło żyć bohaterom i nie po wydarzeniach, jakie miały miejsce w rodzinie Fremontów. Okazuje się, że obecna w rodzinnym miasteczku Madeleine jest także jej kuzynka Yvonne, lekkomyślna i zbyt pewna siebie. Dziewczyny są dla siebie przeciwieństwem - główna bohaterka jest nieśmiała, skryta i pełna profesjonalizmu, jej kuzynka wesoła, niekiedy wręcz roztrzepana, pozbawiona jakichkolwiek zasad i obycia, a także bez wyrzutów sumienia flirtująca z wieloma mężczyznami nieumiejącymi oprzeć się jej urokowi. Pojawienie się kuzynki było dla ukochanej Héliera niezbyt miłą wiadomością, gdyż obawiała się o swój związek. Nie były to wydumane brednie, wyssane z palca oskarżające myśli, gdyż Yvonne sobie znanymi sposobami zaczęła zagrażać związkowi kuzynki. 

Na początek muszę Was ostrzec - choć spodziewacie się jak potoczą się losy głównych bohaterów to nie czytajcie opisu z okładki książki. Wydawnictwo pokusiło się o ujawnienie zakończenia, wyraźnego spoilera, który bez wcześniejszej znajomości byłby ciekawym efektem końcowym, punktem zwrotnym, zaskoczeniem. Wydawnictwo jednak pozostawiło Czytelnikowi tylko przyjemność z poznawania intryg Yvonne i tego, jak zachowywali się jej bliscy. Dlatego jeżeli jesteście ciekawi, jak zakończy się cała historia to za nic w świecie nie sięgajcie po opis z książki. Ja zrobiłam ten błąd. Teraz żałuję, gdyż odebrało mi to większą przyjemność z czytania tej lektury. Uczucie podobne do tego, jak gdybyście przeczytali ostatnią stronę książki tuż przed jej rozpoczęciem.

Wracając do powieści, Consilia pokusiła się o napisanie zgrabnego romansu, a w zasadzie trójkąta miłosnego upiększając go swym poetyckim stylem. Na pierwszy rzut oka widać, że historia sama w sobie nie wyróżnia się niczym specjalnym, toteż pisarka postanowiła ubarwić nie tyle intrygami (które swoją drogą były bardzo ciekawe, dobrze przemyślane i bez większego zastanowienia nie przedstawiały Yvonne w złym świetle, gdyż nie dowodziły jej winy), co właśnie zawiłym słownictwem, wtrąceniami poprzez fragmenty ballad czy pieśni miłosnych, a także fragmentów sztuk teatralnych. Niekiedy bardzo mi to przeszkadzało, bo dało się wyczuć sztuczność, brak swobody, lekkiego pióra, aczkolwiek w większej mierze odebrałam tę książkę pozytywnie.

Pierwsze kilkadziesiąt stron "Madeleine" czytało mi się dość opornie. Dwa razy odkładałam ją i sięgałam po inną powieść, gdyż nie mogłam wdrążyć się w fabułę. Już od pierwszych stron wiele się dzieje, aczkolwiek język C.M. Lakotty nie każdemu przypadnie do gustu, nie ułatwia zapoznawania się z lekturą. Gdy tylko przyzwyczaiłam się do jego charakterystycznych cech, wdrążyłam się w fabułę i z dużym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Muszę przyznać, że choć historia wydaje się banalna, to z wypiekami na twarzy śledziłam zwroty akcji i intrygujące wydarzenia. I choć początkowo uważałam, że powieść ta nie zawładnie moim umysłem to czytałam i nie mogłam przestać. Zapomniałam o wielu elementach przewidywalnych, zdradzonym przez wydawnictwo zakończeniu, a także to jak dokładnie będą wyglądać relacje między trójkątem miłosnym i po prostu dałam się porwać lekturze. 

"Madeleine" okazała się być historią przeciętną, ale jednak trzymającą w napięciu do ostatniej strony. Autorka stworzyła swoisty klimat, do którego po kilku próbach można śmiało się przyzwyczaić i poczuć się tak, jakby się żyło wśród bohaterów. Nie żałuję, że dałam jej kolejną szansę po podwójnym odłożeniu na półkę. Spędziłam z nią miło dwa dni i choć wiem, że dość szybko wyleci mi z głowy to była miłym przerywnikiem. Jeżeli jesteście ciekawi tej historii, bądź język autorki nie przeszkadzał Wam w poprzednich książkach to śmiało sięgnijcie po "Madeleine".


Madeleine [Consilia Maria Lakotta]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

20 komentarzy:

  1. Jak dla mnie nie była przeciętną książką, osobiście uwielbiam tę autorkę i uważam jej język za atut, kiedy czytam jej książki czuję, że przenoszę się w inną epokę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, odzwierciedlanie danych epok wychodzi jej bardzo dobrze, ale czytając odnoszę wrażenie, że niekiedy na siłę próbowała ubarwiać swój język. Przez to część dialogów była groteskowa.

      Usuń
  2. Czytam już którąś z kolei recenzję tej powieści i nadal nie mam przekonania, ale czuję, że mój opór może się załamać, bo niepokojące historie, z miłosną zawieruchą w tle bardzo lubię.
    Wydawnictwo zaliczyło wpadkę ze zbyt dużo mówiącym opisem z okładki, na szczęście mnie takie rzeczy nie przeszkadzają :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie przeczytasz z okładki to nic Ci nie grozi ;)

      Usuń
  3. Nie słyszałam wcześniej o tej powieści, nawet nazwisko autorki nie brzmi znajomo. Po opisie książka wydaje się być ciekawa, choć prawie nie czytuję takich historii. Jeszcze się przyjrzę temu tytułowi :) Przyznam, że bardzo rzadko zapoznaje się z opisem. Zazwyczaj robię to tylko raz, przy wpisywaniu pozycji na listę, a zanim po nią sięgnę, to najwyżej pamiętam ogólny zarys.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytaniu opisu z okładki tej pozycji nie da się zapomnieć, jak się skończy cała historia. Ale to prawda, niekiedy czytam opis, wrzucam na listę, a książkę kupuję rok później. Ostatnio tak zrobiłam i usłyszałam pytanie: "O czym jest?" moja odpowiedź brzmiała: "Nie pamiętam, ale wiem, że bardzo ją chciałam, jak dodawałam na listę" ;)

      Usuń
  4. Czytałam, całkiem miło wspominam, ale "Mariska..." tej samej autorki zdecydowanie zrobiła na mnie większe wrażenie... Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może moim trzecim podejściem będzie właśnie "Mariska..."? Pomyślę jeszcze, skoro lepiej ją odebrałaś :)

      Usuń
  5. Już czytam dzisiaj 3 recenzję tej książki. Mam wrażenie, że jest ona dosłownie wszędzie i że każdy ją już czytał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe. Ja sama nie natykam się aż tyle na nią, ale zerkając na wyzwanie "Grunt to okładka" u Sylwuch zauważyłam, że sporo osób ją przeczytało :)

      Usuń
  6. Do tej pory czytałam jej dwie książki i proza tej autorki mnie satysfakcjonuje. Zobaczymy, jak będzie tym przypadku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podchodzę dość sceptycznie, ale źle nie jest.

      Usuń
  7. Już kilka razy zdarzyło mi się dowiedzieć zbyt wiele z opisu z tyłu książki dlatego szczerze mówiąc teraz raczej je omijam. Nie przepadam też za trójkątami miłosnymi, więc to chyba nie do końca coś dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam kilka takich przypadków, ale nie były to wydarzenia z ostatnich stron...

      Usuń
  8. Ostatnio czytałam książkę Gregory, która ma 600 stron, a na okładce były opisane ostatnie 25. Powyższej książki zdecydowanie nie przeczytam, bo nie lubię sztucznego języka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię, jak wydawnictwo sprawia nam takie niespodzianki...

      Usuń
  9. pojęcia nie mam dlaczego wydawnictwa same zakładają sobie pętle na szyje. kto im pisze te teksty z okładek? po co streszczać tak wiele z fabuły? od lat nie czytam już opisów, wole recenzje blogów, bo bardziej uważają oni na słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeważnie też omijam opisy z okładek i stawiam na bloggerów (choć też zdarzają się wpadki, jeżeli trafia się na jakiegoś nowego bloggera). Ale w tym przypadku przeczytałam i pożałowałam...

      Usuń
  10. Słyszałam parę dosyć średnich recenzji o tej książce. Trochę mnie to odrzuca, jednak wiem, że opinie opiniami - liczy się to czy mi się spodoba czy nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Ale można się tymi opiniami sugerować podczas wyboru ;)

      Usuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia