poniedziałek, 15 października 2018

W żywe oczy - JP Delaney

Ciąża potrafi doskwierać, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. Czekając na synka starałam się zająć czymś myśli, aby nie czuć za bardzo bólu. Szukałam książki, która wciągnie mnie i sprawi, że będę chciała poznać jej zakończenie tego samego dnia. Tak trafiłam na "W żywe oczy" JP Delaney'a. Thrillery psychologiczne nieczęsto goszczą na mojej półce, bo mam problem ze znalezieniem tych godnych uwagi. A jak było w przypadku powyższego?

Claire potrafi kłamać po mistrzowsku. Do tego ma problemy z opłaceniem czynszu, ambicje aktorskie i brak zielonej karty. Pełna determinacji znajduje sobie pracę jako testerka wierności. Na zlecenie firmy prawniczej demaskuje mężczyzn, dostarczając żonom dowody ich zdrady. Zasady są proste - wszelkie propozycje muszą wyjść od nich. Jest w tym świetna. Pewnego dnia kobieta  otrzymuje nowe zlecenie, zupełnie inne od poprzednich. Już samo to, że zleceniodawca chce poznać kobietę wydaje jej się lekko podejrzane. Mimo wielu wątpliwości z obu stron, Claire podejmuje się tego zadania. Tak poznaje Patricka Foglera, wykładowcę na Uniwersytecie w Columbii, zafascynowanego Baudelairem. W tej chwili jej życie diametralnie sie zmienia.

Ogromny plus dla autora za stworzenie nietuzinkowej historii. Na podziw zasługuje to, jak zawiłą opowieść uwikłał, jak pomieszał wydarzeniami, jak wyprowadził czytelnika w pole, że aż do końca trudno było odgadnąć, jaka była prawda. Podziwiam, że sam nie zgubił się w tych wszystkich zawiłościach historii. Na plus również zasługuje wykorzystanie poezji Baudelaire'a, która szokuje po dziś dzień. Opieranie na niej wydarzeń sprawiło, że zechciałam dokładniej poznać twórczość tego poety, a z poezją nigdy nie było mi po drodze. Podobały mi się również wstawki dotyczące życia Claire, głównie jej studiowania. Zajęcia teatralne były bardzo ciekawe, a dokładne rozpisanie  zadań dało wrażenie, jakby się samemu siedziało i ćwiczyło z pozostałymi studentami. I choć aktorstwo wciąż przewijało się w "W żywych oczach" to bardzo irytowały mnie wstawki, które miały naśladować scenariusz teatralny. Zabieg na pewno niecodzienny, ale według mnie zbędny. Wybijał z rytmu czytania i sprawiał, że niekiedy gubiłam się, o co tak naprawdę w danej chwili chodzi. Trochę przerost formy nad treścią, aczkolwiek gdzieś od połowy historii można było już się do tego przyzwyczaić.

Gdy zaczyna szwankować zaufanie to sypie się wszystko. Począwszy od relacji, a skończywszy na poczuciu własnej wartości i pewności siebie. Stworzenie thrilleru na podstawie zaufania to strzał w dziesiątkę. "W żywe oczy" to książka, która podzieliła czytelników na dwa obozy. Powieść się albo lubi, albo nie. Moje stanowisko jest gdzieś po środku. Choć thriller ma kilka niedociągnięć to koniec końców szybko go przeczytałam, dobrze się przy nim bawiłam i udało mi się oderwać od rzeczywistości. 

6 komentarzy:

  1. Książka wydaje się być intrygująca, jednak ciężko mi powiedzieć jak bym ją odebrała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To warto po nią sięgnąć i się przekonać ;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa recenzja. Nie za bardzo w moim typie, ale może kiedyś ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przestałam czytać ten gatunek choć kiedyś pochłaniałam je, choć przyznaję że zaciekawiłaś mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia