wtorek, 6 listopada 2018

Błękit - Maja Lunde

Książki Mai Lunde ostatnimi czasy zdobywają coraz większą popularność w naszym kraju. I słusznie, bo poruszają bardzo ważne tematy, którym na co dzień mało kto poświęca choć odrobinę uwagi. W przypadku "Historii pszczół" autorka porusza zagadnienie wymierania pszczół, konsekwencje ich zaniedbywania i pokazuje jak będzie wyglądało życie człowieka, gdy ich całkowicie zabraknie. W przypadku "Błękitu" zmierza się z problemem marnowania wody, której jest przecież coraz mniej na świecie. Żyjemy tu i teraz, bez głębszej refleksji nad przyszłością. Nie zastanawiamy się czy będziemy mieli co pić za kilka lat, a także jak będzie wyglądało życie naszych dzieci czy wnuków, gdy będziemy dalej tak beztrosko postępować. Mnie wizja autorki w przypadku tej powieści wystraszyła nawet bardziej, niż ta dotycząca życia bez pszczół.

Norwegia, rok 2017. Signe, mimo odżywających wspomnień o młodzieńczej miłości, przybywa po latach do rodzinnych stron, gdzie jako nastolatka walczyła o przetrwanie dzikiej natury. Nie potrafi pogodzić się z tym, z jaką łatwością ludzie niszczą naturalne środowisko, wykorzystując je do napędzania elektrowni wodnej. W ten sposób nie ma śladu już po rzece Breio, wzgórzach czy wodospadach Dwie Siostry. Pozostał tylko lodowiec, który w niedalekiej przyszłości również przestanie istnieć za sprawą beztroski ludzi, którzy na jego podstawie stworzyli dochodowy biznes. Kobieta postanawia ostatni raz zawalczyć o tak bliską jej naturę, a wykorzysta do tego swój ukochany jacht - Błękit.

Francja, rok 2041. Kontynent trawi susza. Podczas pożaru David wraz z żoną i dziećmi zmuszeni są porzucić dotychczasowe życie i uciekać jak najdalej od domu. Podczas ucieczki ogień rozdziela rodzinę. David wraz z jedenastoletnią córką Lou zatrzymuje się w jednym z obozów dla uchodźców, gdzie próbuje zdobyć informacje o żonie i synku, a także przeczekać ten gorszy czas. To właśnie ten obóz staje się ich nowym domem, gdzie czekają na dobre wieści i choć odrobinę deszczu. Pewnego dnia, przy opuszczonym w pobliżu obozu domu, znajdują ukrytą pod płachtami żaglówkę, która to staje się ich małym promykiem nadziei.

Woda jest stale obecna w naszym życiu. Przyzwyczailiśmy się, że mamy jej wręcz pod dostatkiem. Gdy ją mamy to nieczęsto doceniamy, marnujemy, w żaden sposób nie oszczędzamy. Bo jak można inaczej nazwać wylewanie wody z czajnika przed przyrządzeniem kawy, bo przecież najsmaczniejsza jest tylko ta świeżo zagotowana i koniecznie tylko raz? Albo odkręcony kran z wodą, gdy myjemy zęby lub namydlamy dłonie? Takich przypadków marnowania wody jest wiele i człowiek nie zdaje sobie sprawy, że tej pitnej mamy coraz mniej. Dopiero gdy zaczyna brakować to zauważamy problem. Przez nasze bezrefleksyjne jej wykorzystywanie każdego dnia zbliżamy się do wielkiej suszy. Autorka postanowiła uświadomić czytelników tworząc historię z niezbyt pozytywną wizją. I to wcale nie taką odrealnioną jakby się mogło wydawać.

Maja Lunde w porównaniu do "Historii pszczół" tym razem skupiła się tylko na dwóch głównych wątkach, dwóch okresach, dwóch rodzinach, a nie jak wcześniej na trzech. Choć powieść jest mniejsza objętościowo od swojej poprzedniczki to pod względem treści wypada nawet korzystniej. Książki autorki poruszają bardzo ważne aspekty związane z naturą, wpisując się w nurt literatury ekologicznej. Co ważne, autorka nie narzuca nikomu swojego stanowiska, nie poucza, nie umoralnia. Przedstawia swoją wizję przyszłości dając czytelnikowi szerokie pole do refleksji. Proza bardzo dojrzała, a przy tym łatwa w odbiorze, z ciekawym wątkiem obyczajowym. Nigdy nie sądziłam, że będę zaczytywać się w tego typu książkach, ale jestem przekonana, że przeczytam wszystkie pozycje, jakie ta autorka wyda i zostaną u nas przetłumaczone. Jej powieści skłaniają do wielu refleksji i na długo pozostają w głowie, naturalnie wywołując u mnie chęć zmian.

2 komentarze:

Dziękuję za przeczytanie wpisu. Będzie mi bardzo miło, gdy podzielisz się swoimi wrażeniami ;)

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia