piątek, 8 marca 2019

Ta jedna miłość - Dorota Milli

Po książkę "Ta jedna miłość" sięgnęłam skuszona tytułem. Nie czytałam opisu ani rekomendacji, o autorce również nic wcześniej nie słyszałam. Natomiast potrzebowałam powieści lekkiej w odbiorze, być może trochę przewidywalnej i infantylnej, ale takiej, przy której miło spędzę czas. A historie z miłością w tle zawsze miło się czyta. Zdałam się na intuicję i się nie zawiodłam. Nie przypuszczałam jednak, że dostanę coś naprawdę wciągającego.

Z miłością jest tak, że przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I to zazwyczaj wtedy, kiedy w końcu przestajemy na nią czekać i zaczynamy akceptować siebie, a także coś robić z własnym życiem. Może nas trafić w sklepie, w parku, podczas przeglądania profili randkowych, na wyjeździe, albo na jakimś kursie czy siłowni. Nigdy nie wiadomo, kiedy i gdzie spotkamy miłość swojego życia. Przeważnie zdarza się to wtedy, kiedy przestajemy już szukać.

Florka to kobieta zakompleksiona, niepewna siebie, topiąca smutki i niepowodzenia w czekoladzie. Od dziecka w jej życiu słodkie było na pierwszym miejscu. Odkąd sięga pamięcią to w ręce zawsze miała ciasteczko, batonika, pralinki, tabliczkę czekolady... Nie zdawała sobie sprawy, że coś jest nie tak, mimo prześladowań w szkole, i tego, że z każdym miesiącem robi się coraz większa i smutniejsza. Przecież jej rodzice, również znacznie przekraczający normę pod względem wagi, tak bardzo się kochali i akceptowali każdy swój kilogram. Również córkę kochali miłością bezgraniczną, uważając, że szczęśliwy człowiek to ten najedzony do syta. W dorosłym życiu wcale nie było jej lepiej. Gdy Florka dotarła do stanu krytycznego, do akcji wkroczyły przyjaciółki. Wiedziały, że nie będzie łatwo namówić dziewczynę na kolejną dietę czy ćwiczenia, więc udały się do podstępu, aby zmusić ją do podpisania papierów, które już na zawsze miały zmienić jej życie. Tak trafiła na wczasy pielęgnacyjne.

Sięgając po "Tę jedną miłość" Doroty Milli nie zdawałam sobie sprawy, że jest to ostatni tom cyklu "Marzenia do spełnienia". Na szczęście dowiedziałam się o tym dopiero po przeczytaniu, inaczej bym była uprzedzona do powieści już na starcie i musiałabym koniecznie poznać najpierw poprzednie części. Autorka rozpoczęła książkę od przedstawienia bohaterów, więc nie odczułam braku znajomości poprzednich tomów. Wprawdzie nie miałam pojęcia co spotkało przyjaciółki Florki wcześniej, ale nie miało to większego znaczenia przy tej historii.

Na początku trudno było mi się skupić na fabule, którą napisała Dorota Milli. Dość mała czcionka, a do tego rzadko spotykane imiona sprawiły, że miałam problem z wciągnięciem się w powieść. Lukrecja, Florentyna, Walenty, Gabriel, Benon... Odniosłam wrażenie, że autorka na siłę próbuje stworzyć postacie oryginalne, zupełnie niepodobne do innych, właśnie za pomocą imion rzadko współcześnie spotykanych. Niepotrzebnie. Każda z postaci wyróżniała się temperamentem, sposobem bycia, poczuciem humoru czy podejściem do życia. Nadanie takich imion bohaterom sprawiło, że częściej wybijałam się z rytmu czytania, niż byłam pod wrażeniem pomysłowości. Ale gdy przestałam zwracać na to uwagę, to wciągnęłam się na dobre. Nie mogłam przestać czytać. Siadałam w każdej wolnej chwili i czytałam chociaż kilka stron.

Florka to postać bardzo... specyficzna. Choć zmaga się z nadwagą, uzależnieniem od słodyczy, z którego nie potrafi i tak naprawdę nie chce zrezygnować, nawet gdy zdaje sobie z niego sprawę, to przy tym jest osobą z poczuciem humoru. To, z jaką śmiałością łamie zasady panujące na wczasach pielęgnacyjnych, jej próby nierzucania się w oczy, które odnosiły odwrotny skutek sprawiały, że wybuchałam gromkim śmiechem. Przez jej niezdarność i zadziorność było kilka naprawdę zabawnych sytuacji.

Nim się zorientowałam, przeczytałam całą książkę i żałowałam, że to już koniec. Trudno było mi się rozstać z bohaterami, zdążyłam się z nimi zżyć i z przyjemnością śledziłam ich poczynania. Jest to pozycja lekka, którą mimo objętości szybko się czyta. Bawi, odpręża, wzrusza, zaskakuje. I choć można było przewidzieć zakończenie, które nie należy do najoryginalniejszych, to nie ujmuje to całej historii. Mimo wszystko naprawdę dobrze się bawiłam podczas czytania "Tej jednej miłości" i nie żałuję, że zaufałam intuicji.
Czytaj dalej »

czwartek, 7 marca 2019

Kobiety nieidealne. Iza - Magdalena Kawka, Małgorzata Hayles

Opinia może zawierać spoilery z pierwszego tomu cyklu - kliknij, aby przejść do recenzji części pierwszej

Po "Kobiety nieidealne. Iza" sięgnęłam zaraz po przeczytaniu pierwszej części cyklu. Nie zwracałam uwagi na stos książek, czekający od dawna na przeczytanie. Koniecznie musiałam jak najszybciej poznać dalsze losy bohaterów stworzonych przez duet przyjaciółek - Magdalenę Kawkę i Małgorzatę Hayles. I choć syn i obowiązki domowe skutecznie utrudniały mi zagłębianie się w lekturze w ciągu dnia, tak wieczorami z przyjemnością zasiadałam z kubkiem herbaty do czytania. Idealny sposób na wyciszenie się i odpoczynek po ciężkim dniu.

W drugim tomie cyklu "Kobiety nieidealne" autorki najwięcej czasu poświeciły tytułowej Izie. Choć i tutaj mamy bardzo dużo o życiu Magdy, Basi czy Joanny, to właśnie Iza jest główną bohaterką. Całą historię poznajemy z jej perspektywy, a więc mamy większy wgląd do jej myśli i uczuć. Główna bohaterka nagle traci pracę i musi zmierzyć się z nową rzeczywistością. Do tego jej syn, do tej pory stale pod opieką ojca Japończyka, postanowił zostać z mamą i uczyć się w polskiej szkole. I gdyby tego było mało, z niespodziewaną wizytą wpada mama Izy, zachowująca się jak nastolatka, skupiająca na sobie uwagę wszystkich napotkanych mężczyzn. I może kobieta jakoś by sobie ze wszystkim poradziła, gdyby na jaw nie wyszła dawno skrywana tajemnica matki. Pod wpływem przyjaciółek postanawia wyruszyć w podróż życia - po prawdę.

"Kobiety nieidealne. Iza" to równie wciągająca, poruszająca i doprowadzająca do łez (przeważnie ze śmiechu) powieść, co tom pierwszy. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest nawet ciekawsza i bardziej emocjonująca, niż ta o Magdzie. Bohaterki wciąż rozbrajają swoim poczuciem humoru, podejściem do wielu spraw, pomysłami na rozwiązanie problemów, odwagą i spontanicznością. Dużo świeżości do książki wnoszą synowie Magdy i Izy - Tolek oraz Harumi. Ich pomysłowość i odwaga bywa godna podziwu. Często się zastanawiałam, jak im przychodzą do głowy takie pomysły i skąd biorą w sobie tyle śmiałości, aby przeciwstawić się rodzicom i otoczeniu. Mają w sobie tyle pozytywnej energii, a ich dialogi wywołują gromki śmiech. Czytając czekałam na dawkę ich spostrzeżeń, myśli, wyrażonych znienacka, często w chwilach nieodpowiednich, pełnych powagi.

Magdalena Kawka i Małgorzata Hayles w swoim cyklu poruszają nie tylko lekkie i zabawne tematy, ale skupiają się również na tych nieco trudniejszych. A do takich należy między innymi macierzyństwo, dojrzewanie, czy typowa relacja matki z dzieckiem, przedstawiona z wielu punktów widzenia, na kilku przykładach. Wychowywanie nastolatków nie należy do najprostszych zadań w życiu rodzica, ale dogadywanie się z już dorosłym dzieckiem też bywa trudne. A gdy do tego dochodzą utracone lata - robi się trudniej... i może przez to nawet ciekawiej.

"Kobiety nieidealne. Iza" to bardzo udana kontynuacja tomu pierwszego. Życie bohaterów nadal jest często skomplikowane, dziewczyny dalej popełniają błędy, ale wciąż mogą liczyć na spotkania przy winie i na siebie nawzajem. Nie mogę się doczekać, aż w moje ręce wpadnie tom trzeci, o Joannie. A w przygotowaniu jest już tom czwarty! Aż żal będzie rozstawać się z bohaterami...
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia